RSS

Powracający różaniec

Po śmierci mojego ojca duchowego i przyjaciela, ks. Jerzego Dziurzyńskiego, nasza misja na Haiti otrzymała naczynia liturgiczne, których używał w domu w ostatnich latach życia, kiedy nie mógł już chodzić do kościoła, a ja – jego różaniec. Różaniec, na którym mocno było widać ślady używania. Dziś ja się na nim modlę i bardzo z nim jestem związana. Ponieważ często go używam – bez przerwy go gdzieś gubię. Wpada mi pod meble, zostawiam go tu i tam, odkładam, a potem nie pamiętam gdzie, wypada mi z kieszeni. Zdarzało mi się znaleźć go pod samochodem, choć wcale nie pamietałam, żeby mi tam upadł. Ginie mi w domu w Jacmel, ale gubilam go już nie raz w Stanach i w Polsce. Zawsze po niedługim czasie go znajdowałam. Tym razem wydawało mi się, że zgubiłam go na dobre. W dodatku wiedziałam, że stało się to w Stanach, ale nie miałam pojęcia gdzie. Bardzo mnie to przygnębiło…

Tymczasem parę dni temu mail od ludzi, z którymi spotkałyśmy się w Stanach, a którzy sponsorują działalność naszej mobilnej przychodni: „Wczoraj [kilka tygodni po naszej wizycie] znaleźliśmy różaniec na trawniku przed domem – czy to nie ktorejś z was?” I zdjęcie.

Wrócił. Po raz kolejny.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24/02/2018 w Uncategorized

 

Bóg miłosierny

Słucham Słowa, które Pan Bóg daje na Wielki Post i zastanawiam się, jak czytania o Jonaszu, znaku Jonasza odnoszą się do mojego życia dziś. A jak to zycie dziś i już od kilku tygodni wygląda? Dzień w dzień to samo: rano cicha modlitwa, potem msza św., wspólna jutrznia i wyjście na budowę. A tam jeden krok do zakończenia prac, dwa albo nawet i trzy do tyłu. Tu budowlańcy pracują tak: elektryk niczego nie uzgadnia z hydraulikami, murarz ze stolarzami, a ci – z ekipą sprzątającą. Nikt z nikim. Zresztą z nami też. Wydaje się, że każdy pracuje na własną rękę, choć przynajmniej 5 osób ten cały chaos „nadzoruje” – ale ci sobie spacerują i nawet nie mamy pewności, czy znają się na pracy, którą im powierzono. W praktyce wygląda to tak: malarze malowali ściany już przynajmniej 5 razy, bo wciąż ktoś coś rozkuwa. Na wszystko, o co się prosi, wszyscy mówią „wi” , „wi, Ma Sè” [„tak”, „tak, Siostro”], a potem robią po swojemu. Trzeba tam wciąż być, żeby naprawdę coś poprawili. Mike, Eric, Jean Paul łapali się za głowę widząc, w jakiej kolejności (albo lepiej: bez żadnej kolejności) czynności są wykonywane. I słyszymy wciąż, jak to my chcemy wszystko „prefekt”!!! Nasze te niby „zawyżone” wymagania oznaczają np., by kiedy malarz po raz kolejny maluje właśnie rozkutą ścianę , to niechby choć przykrył gotową już podłogę, żeby po nim (kolejny już raz, oczywiście) nie trzeba było skrobać! Albo prosimy, by uważali z betonem – jeśli pochlapią nim wszystko dookoła, to kiedy zaschnie – będzie trzeba go skuwać! (z mebli, okiennic, podłogi).

Potrzeba nam bardzo dużo cierpliwości… Nasze przenosiny przekładane już były tak wiele razy, że nie jestem w stanie policzyć…

Jak więc Słowo ma się do mojego doświadczenia? Znak Jonasza, to znak Boga, miłosiernego zarówno wobec ludu Niniwy, jak i wobec opierającego się Jonasza. Bóg miłosierny i cierpliwy. Wobec tych, którzy wydają się nie zasługiwać na miłosierdzie. Przede wszystkim wobec mnie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/02/2018 w Uncategorized

 

Kiedy spada temperatura…

Pracujemy również po zmroku. Zachód słońca to tutaj błogosławiona chwila: trochę spada temperatura. Huczą generatory spalinowe, wytwarzające prąd dla budowy – nie słychać własnych myśli. Mimo to odzyskuję zdolność dostrzegania piękna tego świata…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/02/2018 w Uncategorized

 

„…przeniósł również na drugi brzeg to, co posiadał” (Rdz 32,24)

W historii Jakuba jest taki moment, w którym idzie on z całym swoim dobytkiem w nieznane. Wychodzi z ziemi swojego teścia, z którym miał niełatwe życie, i zamierza wrócić w strony, w których żyje dotąd jego brat – Ezaw, którego kiedyś Jakub oszukał. Sens tej wędrówki oddaje nie tylko powiedzenie „z deszczu pod rynnę”. Jakub nie zna właściwie celu swojej drogi – za strumieniem Jabbok zostawia to, co może niełatwe, ale znane, a na drugim brzegu czeka go niewiadoma. Podejmuje trud wędrówki, a potok Jabbok jest symboliczną granicą. Ten tekst z Księgi Rodzaju świetnie oddaje naszą obecną sytuację: w starym domu już się nie da mieszkać, w nowym – jeszcze nie można. Od jakichś dwóch tygodni żyjemy na kartonach. Mimo że minął kolejny termin oddania naszego nowego domu – budowa ciągle nieskończona. Ze Stanów przyleciał Mike – odpowiedzialny w naszej Prowincji za nieruchomości Zgromadzenia. Miał tu spędzić kilka dni, żeby dopełnić formalności związanych z odbiorem, ale strona haitańska znowu nie wywiązała się z umowy. Mike postanowił więc zostać z nami i pomóc nam w przeprowadzce, jednocześnie codziennie kontrolując postęp prac i punktując wykonawców za niedoróbki. To pewnie jedyny sposób, żeby ta budowa, trwająca już chyba z cztery lata, wreszcie znalazła swoj finał. Przez kilka dni był też Eric, pilot z Florydy, o którym pisałam już wiele razy. Po tygodniu dotarł dr Jean-Paul Bonnet z synem, Ethanem. Dr Bonnet kiedyś podpowiedział nam, że Haiti potrzebuje obecności felicjanek – jest wiec trochę ojcem tej misji – Pan Bóg krzyżuje nasze drogi w ważnych momentach.

Jest w tym wszystkim Jego miłosierdzie dla nas: w najtrudniejszym czasie pakowania i przewożenia, mamy do pomocy czterech odpowiedzialnych mężczyzn, którym możemy ufać.

Pakujemy się i przewozimy małymi kroczkami. Układamy wszystko w tymczasowych miejscach. Na budowie przecież ciągle pracują robotnicy.

Chciałoby się napisać „na budowie jeszcze wre praca”, ale na Haiti ten zwrot nie ma zastosowania. Tu nic nie „wre” – tu wszystko się ślimaczy.

A my trochę bezdomne… Tak wchodzimy w Wielki Post…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/02/2018 w Uncategorized

 

Pielgrzymujemy

Przełom stycznia i lutego spedziłyśmy w Stanach w drodze od drzwi do drzwi, opowiadając o misji sióstr felicjanek na Haiti i zachęcając ludzi, by wspierali nas modlitwą… Parafie, szkoły, środowiska akademickie, a nawet prywatne domy…

Dziś już wracamy na Haiti.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/02/2018 w Uncategorized

 

Światełko

Dość często odwiedzają nas tutaj różni wolontariusze, którzy przyjeżdzają do Jacmel. Tym razem byli to ludzie z New Jersey. Okazało się, że s. Marilyn zna księdza, który organizował ten wyjazd. Grupa przywiozła pomysłowe lampki solarne. Wczoraj przynieśli je naszym dzieciakom. Światło to jeden z najlepszych prezentów, jakie można dać tutejszym ludziom. A jeśli jeszcze nie wymaga zasilania prądem? Super!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/01/2018 w Uncategorized

 

Anielski orszak niech twą duszę przyjmie…

Bardzo nie lubię pogrzebów na Haiti. Cierpnie mi skóra na samą myśl, że musimy na jakiś pójść. Bywałyśmy już na różnych, ale nawet na katolickich czuć obecność… szatana…

Kultura voodoo jest tu obecna wszędzie. Nawet podczas katolickiej ceremonii, oprawa jest przerażająca. Część uczestników wyje i lamentuje, kaleczy swoje ciało, niektórzy rzucają się na ziemię i tarzają, jak opętani. Cały czas wrzaski nie do zniesienia. Ksiądz stara się przynajmniej, by choć trochę hamować ten spektakl. Prosi ludzi, by wynosili z ceremonii tych z najbardziej ektremalnymi zachowaniami. Wczoraj wyniesiono pięć osób. Ale i tak przeważnie atmosfera jest jak z horroru. Żadnej chrześcijańskiej nadziei w tych ludziach. Jakby Chrystus nie zmatwychwstał…

Wczoraj znowu musiałyśmy w czymś takim uczestniczyć. Zmarła kobieta, którą znałyśmy, katoliczka, matka dzieci z naszej grupy. Młodsza ode mnie. Zmarła ponoć na astmę, jednak tu nigdy do końca nie wiadomo – ocenia sie po symptomach, zwykle nie robi się badań. Pozostawiła dwóch synów: Wilkensa – siedemnastolatka i sześć lat młodszego Oktavio. Mimo biedy zdołała posłać Oktavio do katolickiej szkoły, a to najdroższa szkoła tutaj. Zadbała też, by obaj chłopcy przyjęli sakramenty, co tutaj nie jest częste. Mimo, że wyglądali na rodzinę mocno związaną z Kościołem – pogrzeb był strasznym widowiskiem.

Jezu Chryste, miej miłosierdzie dla nas i świata całego…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/01/2018 w Uncategorized