RSS

Archiwa miesięczne: Maj 2013

Jeszcze jedna impresja z ostatnich dni…

Kościół św. Michała Archanioła, w którym najczęściej uczestniczymy w mszy św., został zniszczony podczas trzęsienia ziemi w 2010 roku i nie można już go było odbudować. Podjęto więc decyzję o wyburzeniu. W ubiegłą niedzielę parafianie mogli być w kościele po raz ostatni, by się z nim pożegnać. Na zewnatrz zgromadziło się wiele grup parafialnych. My również tam byłyśmy. Chociaż kościół w materialnym sensie już nie będzie istniał, Kościół jako wspólnota ludzi jest tu nadal żywy!

Już ogłaszają nasz samolot – naprawdę musimy lecieć! Do usłyszenia po powrocie (lub jeśli uda nam się napisać coś ze Stanów).

20130515-124929.jpg

20130515-131100.jpg

20130515-131114.jpg

20130515-131130.jpg

20130515-131155.jpg

20130515-131210.jpg

20130515-131414.jpg

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/05/2013 w Uncategorized

 

Uczymy się haitańskiej kuchni

Jeszcze jedno uzupełnienie (dodane w oczekiwaniu na samolot):

Na targu widzimy zwykle mnóstwo warzyw i owoców, których zastosowania a nawet nazw nie znamy. Próbujemy pytać ludzi, do czego tego można użyć. Uczymy się gotować według haitańskich przepisów haitańskie specjały. Nasza znajoma Jeremine nauczyła nas gotować „mirliton”, a Romey powiedziała nam, jak przygotować smażone zielone „plantain”, które wyglądają jak banany, ale wcale bananami nie są. Do „plantain” musiałyśmy kupić specjalne narzędzie, zwane „pez”.

20130515-122454.jpg

20130515-122513.jpg

20130515-122640.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/05/2013 w Uncategorized

 

Z przyjaciółmi nad morzem

Siedzimy na lotnisku, czekając na nasz samolot do Stanów. Dobry czas na uzupełnienie braków na blogu…

Jacmel jest położone nad Morzem Karaibskim. Morze widać z okien domów, a dojazd samochodem do plaży zajmuje 15-20 min. Jednak wielu Haitańczyków nigdy nie kąpało się w morzu. Na przykład nasza sasiadka Lelun i jej mała córeczka, Kasandra. Zabrałyśmy je tam ostatniej niedzieli. Cieszyły się ogromnie. Ich radość sprawiła nam wiele przyjemności. Były też z nami Clara i Gail, które już znacie.

20130515-121354.jpg

20130515-121427.jpg

20130515-121440.jpg

20130515-121456.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 15/05/2013 w Uncategorized

 

IT 04678

W drodze na lotnisko wstąpiłyśmy do urzędu w Port-au-Prince: nasza misyjna feliterenówka została w końcu zarejestrowana! Mamy stałe tablice! (w tytule nasze numery)

20130515-114318.jpg

20130515-114336.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/05/2013 w Uncategorized

 

Spotkanie z personelem mobilnego ambulatorium Caritasu

Dziś spotkałyśmy się z lekarzem i czterema pielęgniarkami, którzy tworzą zespół mobilnego ambulatorium i pracują dla Caritasu w Jacmel. Dwugodzinne spotkanie było bardzo pomocne. Nauczyłyśmy się wiele z ich doświadczeń i zdobyłyśmy potrzebne nam informacje. Widziałyśmy też miejsce, gdzie przechowują leki. To ważny etap w naszych własnych przygotowaniach do otwarcia Felicjańskiego Ambulatorium Matki Angeli. Wcześniej żadna z nas nigdy nie myślała, że będziemy robić coś takiego, ale widząc sytuację Haitańczyków, podjęłyśmy decyzję, by odpowiedzieć na to wezwanie. Wierzymy, że Słowo „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana” (Iz 55,8) odnosi się również do tej sytuacji.

Jutro rano wyjeżdzamy do Port au Prince, aby stamtad odlecieć na 10 dni do Stanów. Co trzy miesiące musimy opuścić Haiti – to wymóg haitańskiego prawa. Przy tej okazji załatwiamy wiele spraw. Odwiedzimy mamę s.Marilyn, która od wczoraj jest znowu w szpitalu. Prosimy o modlitwę za nią…

20130514-230139.jpg

20130514-230158.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14/05/2013 w Uncategorized

 

„Byłem chory, a odwiedziliście mnie…” Mt 25,36

Dziś po mszy św. pojechałyśmy do szpitala św. Michała Archanioła, który jest jedynym szpitalem w Jacmel. Pojechałyśmy z naszą znajomą, która kogoś odwiedzała. Jak straszne są tam warunki! Brud i przepełnienie, kobiety razem z mężczyznami i dziećmi na jednej sali, pacjenci z otwartymi złamaniami, ranami zadanymi nożem i maczetami, ofiary wypadków drogowych, ludzie po operacjach nowotworów, z amputowanymi kończynami…

W tym szpitalu pacjenci sami muszą przynieść sobie wszystko, czego potrzebują: poduszkę, pościel, rzeczy osobiste, jedzenie, a wyglądało na to, że również opatrunki, bo wielu leżało w zakrwawionych i brudnych… Na ogromnej sali może ze dwie osoby miały wiatraki, a jedna moskitierę.

Na dziesiątki chorych widziałyśmy tam tylko jedną kobietę z personelu. Siedziała przy biurku i znudzonym wzrokiem wodziła po przechodzących. Nie było lekarzy, sanitariuszy, salowych. Wszystkim wokół chorego zajmowała się rodzina.

Byłam napawdę przeraźona, ale cieszyłam się, ze Pan nam dziś pokazał tę „ciemną dolinę”… Podchodziłysmy do każdego łóżka, zamieniałyśmy kilka słów i modliłyśmy się z chorym albo tylko nad nim. W sali leżał jeden młody strasznie wychudzony mężczyzna, który najpierw na nasz widok zakrył twarz, a potem nie chciał rozmawiać i nie pozwolił nam się nad sobą modlić. Nie wiemy: może był wyznawcą popularnego tutaj voo-doo? Może w ogóle w nic nie wierzył? Modliłam się za niego po wyjściu…

Zdjęcia chyba niezupełnie oddają grozę tego miejsca…

20130512-223303.jpg20130512-223327.jpg20130512-223340.jpg20130512-223418.jpg20130512-223438.jpg20130512-223455.jpg20130512-223513.jpg20130512-223537.jpg20130512-223709.jpg20130512-223726.jpg

20130512-223847.jpg

20130512-223909.jpg

20130512-223934.jpg

20130512-224000.jpg

20130512-224020.jpg

20130512-224118.jpg

20130512-224138.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12/05/2013 w Uncategorized

 

Nasza myjnia

Na Haiti niewiele dróg można nazwać ulicami – przeważnie mają nieutwardzoną nawierzchnię, po codziennych deszczach zawsze znajdują się na nich kałuże i błoto, a kiedy kałuże wysychają – w niebo unoszą się tumany kurzu. Jeśli chcesz, by w twoim samochodzie było coś widać przez szyby – musisz myć go często. Dziś mycie zaproponowała nam czwórka chłopców z naszej „klasy”. W soboty raczej nie przyjmujemy gości, sprzątamy i załatwiamy sprawy domowe. Ale oni jak zwykle przyszli. „Chcemy pracować z wami!” – próbowali się przypodobać. Wiemy, że po prostu lubią u nas przebywać – nigdy nie wychodzą z pustymi rękami czy brzuchami. Żeby nas „rozbroić”, recytują wszystko, czego nauczyłyśmy ich po angielsku. Jeden zamiast „dziękuję” mówi nawet „Thank you, Jesus!” 😉

Kiedy s. Marylin zgodziła się, by umyli samochód – nie posiadali się ze szczęścia: zabawa wodą!

Myli z zaangażowaniem i umyli bardzo profesjonalnie!
(do drużyny przyłączyła się również Kasandra)

20130511-210757.jpg

20130511-210818.jpg

20130511-210831.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/05/2013 w Uncategorized