RSS

Archiwa miesięczne: Marzec 2018

Uczta miłości

W Wielki Czwartek, według naszej zakonnej tradycji, spożywamy agapę – Ucztę Miłości. Wspominamy ostatnią Wieczerzę Jezusa, ustanowienie Eucharystii i umycie nóg. W tym roku, pierwszy raz w nowym miejscu, towarzyszyli nam Jean-Philippe, Ludwika i Matylda, młodzi ludzie, którzy znaleźli mieszkanie na terenie sióstr i którzy nam pomagają. Przygotowałyśmy ich do tego wydarzenia przez katechezę i tłumaczenie symboli. Po części modlitewnej mieliśmy uroczysty obiad. Nie robiłyśmy zdjęć – chcemy, by te chwile miały charakter rodzinny. Bo ci ludzie są dla nas teraz rodziną.

Po uroczystości – szybkie sprzątanie i pieszo na Eucharystię Wieczerzy Pańskiej do kościoła.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/03/2018 w Uncategorized

 

Ora et labora

Chcemy, by miejsce, które tu felicjanki zbudowały dla ubogich, było praktyczne, ale i piękne. W sąsiedztwie znalazł się człowiek, którego nazywam „Panem Jankiem”, bo ma jakoś tak swojsko-polsko brzmiące imię, choć jest oczywiście Haitańczykiem. Pan Janek lubi pracować w ziemi. Więc sadzi nam tu, co się da i gdzie się da, a nawet gdzie się nie da. Robi to trochę „po haitańsku”, czyli z naszego punktu widzenia bez ładu i składu. Ale i tak jesteśmy mu ogromnie wdzięczne: nam już nie wystarcza sił ani wiedzy, żeby jeszcze zajmować się ogrodnictwem. Ktoś kiedyś przysłał nam różne nasiona: sałata, rzodkiewka, kwiaty… Dałam je Panu Jankowi. Zanim się zdążyłam zastanowić, wysiał wszystko to tu, to tam, nie zaznaczając, co i gdzie. Warzywa razem z kwiatami. Może nie znał ani tych warzyw, ani tych kwiatów. Cóż. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może sałata zakwitnie, a kwiatki okażą się jadalne? 😉 A moźe w tej ziemi rzodkiewka w ogóle nie rośnie? A może wszystko się uda i będę musiała zwrócić honor Panu Jankowi?

Dziś sama zabrałam się za sianie w miejscach, gdzie jeszcze nic nie było. Posiałam sałatę, szczypiorek, rzodkiewkę i bazylię. Potem jeszcze posadziłam kwiaty. Moje pomocnice, Mathilda i Lelen, zaofiarowały się, że będa podlewać. Nawet pouczały mnie, o jakiej porze dnia powinno się to robić. Mam nadzieję, że znają się bardziej niż ja…

W tym czasie s. Marilyn i Jean-Phillip – nasz pomocnik, najbardziej odpowiedzialny i pracowity spośród młodzieży, która z nami pracuje, przygotowywali dodatkowe miejsce na odrabianie lekcji dla dzieci: namiot-dach. Codziennie przychodzi ich tyle, że nie mieszczą się pod zadaszeniem do tego przeznaczonym.

W międzyczasie ktoś inny przygotowuje nam kapliczkę, w którą wstawimy figurę Matki Bożej Nieustającej Pomocy – patronki Haiti i naszego domu. Chcemy ją ustawić na podwórku. Potrzebujemy tu Jej nieustannej pomocy…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/03/2018 w Uncategorized

 

Niedziela Palmowa

O wschodzie słońca przed kościołem myślę o męce i śmierci Chrystusa, które zapowiadają nowe życie dla nas…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/03/2018 w Uncategorized

 

Działamy!

W ubiegły poniedziałek pierwszy raz w nowym miejscu otworzyłyśmy naszą Kuchnię Matki Angeli – znowu wydajemy obiady dla dzieci. Przed obiadem dzieci mają też swoje zajęcia i odrabiają lekcje. Można więc powiedzieć, że mimo kręcących się wciąż po terenie budowlańców, bo dalej nie wszystko skończone, my już pracujemy normalnie. Ustaliłyśmy nowe obowiązki dla naszej młodzieży i to właściwie młodzież kieruje dziećmi podczas przygotowania, wydawania i sprzątania po posiłkach. Młodzież też pomaga młodszym w nauce. Uważamy, że tak jest najlepiej – to wychowuje i dzieci, i młodzież. Miałyśmy też „godzinę wychowawczą” o tym, co wolno w nowym miejscu, czego nie wolno, bo dzieci na całym świecie są takie same: jednego dnia zostawiłam kredę przy tablicy, a za kilka godzin znalazłyśmy malunki na nowej elewacji. Malunki na szczęście dało się zmyć, ale widzimy, że jeszcze wiele do zrobienia przed nami, jeśli chodzi o uczenie dzieci szacunku dla cudzej pracy. A wyjeżdżając z Polski miałam nadzieję, że to koniec mojej przygody z kierowaniem szkołą 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/03/2018 w Uncategorized

 

Ja Ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętgo

W sobotę 24 marca w naszej kaplicy odbył się chrzest Nadii i Elviany, matek dzieci, które do nas przychodzą już od kilku lat. Towarzyszymy ich dzieciom i im samym w różnych momentach ich życia, szczególnie tych trudnych. Obie kobiety są samotne, obie mają po gromadce dzieci, także malutkich. Kiedy powiedziały nam, że chcą przyjąć wiarę w Kościele katolickim, odesłałyśmy je do parafii na przygotowanie, aby nie było wątpliwości, czego szukają. Wytrwały. Chodziły na przygotowania bardzo gorliwie, a nawet widziałyśmy w ich postawie wiele zmian. Ksiądz prosił nas, aby sam sakrament odbył się u nas i byśmy po chrzcie podjęły się przygotowania ich do pierwszej komunii św. Potem powrócą do parafii na przygotowanie do bierzmowania. Po chrzcie matek zostaną ochrzczone ich najmłodsze dzieci, a starsze będą kontynuować przygotowanie u nas na katechezie.

Bardzo wzruszył mnie ten chrzest. Bóg kocha grzesznika za darmo. Te kobiety mają straszną historię za sobą. Ale biała szata chrztu mówi: wszystko zostało przebaczone – zaczynasz nowe życie. Myślałam o tych kobietach słowami św. Jana (J 4,16-18): Bóg uczynił je swoimi umiłowanymi i obdarował je hojnie.

Tutaj nędzarzom nie jest łatwo wejść do Kościoła. Wszystko, co potrzebne do chrztu, kosztuje. Jesteśmy wdzięczni ludziom, którzy pamiętając o naszej misji, pamiętają i o potrzebach ewangelizacji. Dzięki pomocy naszych dobroczyńców, mogłyśmy przygotować Nadię i Elvianę także pod względem stroju, a nawet wyprawić im i ich najbliższym małe przyjęcie. Slużyć ubogim, zaprosić ich na ucztę i widzieć, jak może pierwszy raz w życiu poczują się chciani i kochani – nie mogłam sobie wymarzyć lepszego wejścia w Wielki Tydzień.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/03/2018 w Uncategorized

 

Państwo pozwolą: oto kot

Rozpakowywanie, układanie, przenoszenie, poprawki budowlane, balagan, sprzątanie, znowu poprawki i znowu bałagan… To nasze ostatnie tygodnie. Ale już widzimy światełko w tunelu: zbliża się czas, kiedy wrócimy do naszych zwykłych zajęć – do tego, po co tu jesteśmy…

Tymczasem, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd, pojawił się kot. Pewnego dnia zaczął się kręcić wokół nas, najpierw z daleka, potem coraz odważniej. To znajdowałyśmy go śpiącego na naszych pudłach, to na krzesłach na tarasie. Nazwałyśmy go Feliks, choć nie wiemy nawet, czy jest chłopcem. Mówimy do niego po kreolsku i – wierzcie albo nie – chyba rozumie! W poprzednim mieszkaniu miałyśmy myszy. Tu wszystko jest na parterze – myszom już cieknie ślinka na myśl o naszej kuchni. Może to Pan Bóg nam przysłał Feliksa? Żadna z nas nigdy nie była jakoś specjalnie miłośniczką kotów. Nie za bardzo się znamy na kocich sprawach. Przeganiamy go, kiedy próbuje wchodzić do domu, ale kiedy kręci się po tarasie – nawzajem z godnością znosimy swoją obecność. Tak więc, Państwo pozwolą, oto kot:

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 17/03/2018 w Uncategorized

 

Z lotu ptaka

Po raz kolejny odwiedził nas Eric – pilot z Florydy. To była krótka wizyta – tylko by rozwiązać problem z komputerami naszej mobilnej przychodni. Eric przyleciał małym samolotem aż do Jacmel. Wykonał pętlę nad miastem, by zrobić zdjęcie naszej nowej misji (zielone dachy):

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/03/2018 w Uncategorized