RSS

Fabiola u neurologa

Wczoraj Fabiola miała wyznaczoną wizytę u neurologa. Pojechałyśmy tam z nią i jej matką. Nie wiedziałyśmy dokładnie, gdzie znajduje się polecona nam misja medyczna. Okazało się, że znamy to miejsce: to punkt medyczny baptystów przy ich misji, gdzie jakiś czas temu w sierocińcu znalazłyśmy miejsce dla Rosamity. Fabiola z mamą czekały w kolejce, a my odwiedziłyśmy Rosamitę. Widać, że rośnie i ma się dobrze. Chyba też ci ludzie tam dają jej poczucie bezpieczeństwa, bo na początku nie chciała do nas podejść – byłyśmy dla niej obce. Po kilku minutach, kiedynsię z nami oswoiła, było widać, że rozwija się  się dobrze. Ucieszyłyśmy się widząc, jak się śmieje i próbuje mówić. Powiedziano nam, że Christella, jej matka, odwiedza ją regularnie. Podobno dobrowolnie wróciła do domu dla młodocianych matek, prowadzonego przez Kanadyjczyków, w którym kiedyś załatwiłyśmy jej miejsce.

 Fabioli zrobiono EEG i dostała leki. Lekarz nie był pewien, ale przypuszcza, że to podaczka.


Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/09/2017 w Uncategorized

 

Fabiola

Wczoraj, po tygodniu nieobecności, wróciłyśmy na Haiti. W Stanach miałyśmy spotkanie powołaniowe i krótkie dni skupienia. Tym razem podróż poszła gładko. Samoloty punktualne, przesiadki na czas. Nawet droga z Port-au-Prince, zwykle żmudna, męcząca i niebezpieczna, minęła szybko. Jakoś wyjątkowo nie było dużo ludzi ani pojazdów. Miałyśmy szczescie – podobno kilka dni wcześniej sam wyjazd z lotniska zajmował pięć godzin…

Jak tylko dotarłyśmy pod naszą bramę, już wiedziałyśmy, że coś się stało. Zobaczyłyśmy Fabiolę leżącą na ziemi, a nad nią tłumek młodzieży i dzieci polewajacych ją wodą! Dziewczyna trzęsła się i płakała. 

Fabiola ma 13 lat. W tym roku zaczęła nową szkołę. Bardzo chce się uczyć, ale matki nie było stać na czesne. Obiecałyśmy jej pomoc w zamian za korepetycje dla jednego malucha, który sobie nie radzi z nauką. Tego dnia Fabiola, jak co dzień, przyszła z nim pracować. Z chaltycznych relacji dzieci zrozumiałyśmy, że upadła i że potwornie boli ją głowa. Chłopcy pomogli zanieść ją do nas. Mimo że podobno wcześniej miała już taki incydent i niektórzy twierdzili, że to wszystko od upadku, pomyślałam, że raczej wygląda to na atak epilepsji. 

Zdecydowałyśmy zawieźć ją do szpitala. Pisałam już kiedyś, że budynek szpitala jest nowy, wybudowany przez zagraniczne rządy i organizacje. Ale nie ma wyposażenia i personelu. Za wszystko trzeba zapłacić i wszystko przynieść na własny koszt: od strzykawek, poprzez leki, po prześcieradło i żywność. Przy pomocy naszych chłopaków położyłyśmy Fabiolę na nosze i nie czekając na wezwanie, weszłyśmy do gabinetu. Dopiero wtedy ktoś zwrócił na nas uwagę. Lekarz, ktory tam przyjmował, wysłuchał świadków zdarzenia i wypisał receptę. W szpitalnej „aptece” mieli tylko połowę tego co wypisał: kroplówkę i wężyki do podłączenia, po resztę trzeba było biec gdzie indziej. Tymczasem Fabiola uspokajała się na chwilę, a zaraz potem znowu się trzęsła. W końcu, prawie po godzinie, wróciła s. Marylin, której w różnych miejscach udało się skompletować wszystko z recepty. Można było podać dziewczynie leki. Atak ustał. Jedyne, co zrobiono jeszcze dla niej w szpitalu, to zalecenie znalezienia neurologa, bo tam takiego nie było… Zabrałyśmy Fabiolę i oddałyśmy matce. Jutro pomożemy znaleźć naurologa. Biedna dziewczyna…

Poniżej Fabiola na początku roku szkolnego:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/09/2017 w Uncategorized

 

Matko Boża Bolesna, módl się za nim…

Dzisiaj, w dniu Wspomnienia Matki Bożej Bolesnej, do naszej bramy zapukała 17-letnia dziewczyna. Ludzie w Jacmel wiedzą, że w piątki nasza mobilna przychodnia pracuje u nas. To jeden dzień w tygodniu, kiedy lekarz i pielęgniarki nie wyjeżdżają w teren, bo muszą uporządkować sprzęt i dokumentację. Zwykle więc pod bramą czeka kilka osób. Tym razem ta dziewczyna, a raczej dziecko, które trzymała w ramionach, przykuło naszą uwagę. To był chłopiec. Tak malutki i chudy, że jego widok przerażał. Matka powiedziała, że ma dwa miesiące i że urodził się przed czasem. Wyglądał na zagłodzonego. Nie ruszał się, jakby już nie żył. Ta dziewczyna nie miała go czym karmić, więc dziecko było odwodnione. Próbowałyśmy je jakoś nakarmić, ale przez godzinę zjadło może łyżeczkę pokarmu, który strzykawką podawała mu s. Danat. Pomogło jej doświadczenie: przed laty pracowała jako pielęgniarka na oddziale położniczym. Postanowiłyśmy pojechać z nim do sióstr kalkutanek – one mają doświadczenie w ratowaniu dzieci od śmierci głodowej. Modlimy się, by chłopiec przeżył…


 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 15/09/2017 w Uncategorized

 

Piąta rocznica pobytu na Haiti

To właśnie dziś, pięć lat temu, na święto św Jana Chryzostoma, w przed dzień Podwyższenia Krzyża Świętego, przybyłyśmy na Haiti. Pierwsze trzy miesiące spędziłyśmy w Port-au-Prince, ucząc się kultury, języka, rozeznając, czego Pan Bóg od nas chce i gdzie zaplanował dla nas miejsce na tej ziemi. 5 lat temu we wrześniu przeżyłyśmy nasz pierwszy huragan, Sandy. Od tego czasu było już ich kilka. Dziś dziękujemy Bogu za te pięć lat. Za błogosławieństwa i trudności, których też nie brakowało. Dziękujemy też za tych wszystkich, którzy towarzyszą nam i wspierają nas od początku, bez których ta misja by nie istniała i za tych, którzy dolączyli do nas po drodze. 

Dzisiejszy psalm 145 jest pięknym dziękczynieniem za te pięć lat:

Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu, *

i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.

Każdego dnia będę błogosławił Ciebie *

i na wieki wysławiał Twoje imię.

Pan jest łagodny i miłosierny, *

nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.

Pan jest dobry dla wszystkich, *

a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła *

i niech Cię błogosławią Twoi wyznawcy.

Niech mówią o chwale Twojego królestwa *

i niech głoszą Twoją potęgę.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 14/09/2017 w Uncategorized

 

Siostry zostają dłużej

Wizytacja miała się zakończyć w piątek, ale huragan pokrzyżował wszystkie plany. Najpierw oczekiwaliśmy, aż dotrze tutaj, potem skierował się na Stany Zjednoczone, więc nasze siostry musiały czekać, aż linie lotnicze przełożą im bilety. Dlatego zostały z nami dłużej. 

Obie wizytatorki łatwo odnalazly się w warunkach, w ktorych żyjemy. S. Anna Maria spędziła 30 lat w Kenii, dlatego szybko nawiązywała dobre relacje z dziećmi. Okazało się też, że świetnie i chętnie gotuje. Jak zwykle Pan Bóg wszystko przewidział. Nawet to, że siostry będą musiały tu wykonywać swoje obowiązki wobec Zgromadzenia: czasem pojawiał się prąd i internet!

 


 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 12/09/2017 w Uncategorized

 

Fernando

Jakiś rok temu pojawił się w sąsiedztwie i zaczął do nas przychodzić. Od razu dobrowolnie zaangażował się w Kuchni Matki Angeli. Zobaczyłyśmy w tym pracowitym chłopaku dużo bezinteresownej życzliwości dla nas i dla naszych podopiecznych.

Kilka dni temu ujrzałam go leżącego na ławce. Wyglądał na przygnębionego. Próbowałam się dowiedzieć, czy coś się stało. Najpierw nie chciał rozmawiać, ale potem powiedział, że jest smutny, bo nie ma przyjaciół. Ponieważ wiedziałyśmy, że ma urodziny, zorganizowałyśmy mu małą uroczystość. Były życzenia i słodycze. Fernando, nieprawda, że nie masz przyjaciół! Masz ich mnóstwo!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10/09/2017 w Uncategorized

 

Spotkanie z biskupem

Częścią wizytacji generalnej jest zawsze spotkanie z miejscowym biskupem. 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10/09/2017 w Uncategorized