RSS

Archiwa miesięczne: Wrzesień 2015

Festyn rodzinny

Częścią Miedzynarodowego Spotkania Rodzin w Filadelfii był festyn rodzinny we wczorajszy, sobotni wieczór. Piękne i poruszające doświadczenie obecności Boga. Organizatorzy mówili, żeprzybyli przedstawiciele 150 krajów. Widziałyśmy polskie i haitańskie flagi. Na to wydarzenie nie miałyśmy wejściówek, więc zajęłyśmy kawałek krawężnika gdzieś daleko od miejsca, skąd miał przemawiać Franciszek. Cieszyłyśmy się radosną atmosferą oczekiwania, kiedy podszedł do nas jeden z wolontariuszy i podarował nam jeden bilet do któregoś z bliższych sektorów. Jeden bilet na nas dwie, ale i tak postanowiłyśmy spróbować. Naszą rozmowę o kłopocie z biletem przy bramce usłyszała jakaś kobieta i… podarowała nam drugi! 

Znalazłyśmy się trochę bliżej głównej sceny, ale wciąż daleko. Tu jednak Bóg przewidział dla nas pewne zadanie: odszukała nas s. Eliana, która gdzie indziej czekała na Ojca świętego ze swoją grupą z Chicago. Opowiedziała, jaka kolejka ustawiła się do księdza z jej grupy, kiedy ten pośrodku sektora postawił krzesełko i zaczął spowiadać.  Obok nas siedziało dwóch księży – zapytałyśmy ich, czy nie zechcieliby pomóc i zrobić tego samego. Zgodzili się. Znalazłyśmy im krzesełka, napisałyśmy kartki z informacją, w jakich językach można przystąpić do sakramentu, i od razu ustawiły się dwie kolejki. Chwała Panu! 

Zaraz potem cudów ciąg dalszy: jakaś kobieta dała nam… kolejne dwa bilety do części siedzącej! Musiałyśmy się jednak rozdzielić, bo miejsca były w innych sektorach. To jednak nie był koniec interwencji Pana Boga – na krótko przed przybyciem papieża podszedł do nas jakiś człowiek i przedstawił się, jako odpowiedzialny za przygotowanie tego spotkania rodzin. Pytał, skąd jesteśmy. Chwilę rozmawialiśmy. Na koniec wyjął dwa bilety – dla nas to już były trzecie bilety na ten wieczór. Tym razem… przed samym miejscem przewodniczenia! 🙂 🙂 Centralnie przed samym Ojcem świętym! Mogłyśmy patrzeć mu twarz! Pierwszy rząd miejsc był prawie pusty, bo zarezerwowany dla wolontariuszy pracujących przy uroczystości, którzy przysiadali tam tylko na chwilę i zaraz wracali do swoich zajęć. Nasz rząd – najlepsze miejsca – został przeznaczony nie dla VIPów, ale dla zwykłych ludzi: jakaś młoda rodzina z dzieckiem, prości ludzie. Bardzo w stylu papieża Franciszka. Byłyśmy wzruszone tym odkryciem i zaszczycone, że zostałyśmy uznane za godne zajęcia miejsca razem z tymi ludźmi – zaniosłyśmy tam w sercach wszystkich tych, z którymi pracujemy na Haiti.

Uroczystość była wspaniała. Sześć poruszających świadectw rodzin z różnych części świata, wspaniały koncert i bardzo spontaniczne przemówienie papieża, który niezmordowanie głosi Dobrą Nowinę o tym, że Bóg nas kocha ponad wszystko. O tak! My i nasza historia jesteśmy tej miłości najlepszymi świadkami! 

    
    
    
 

    

https://gma.yahoo.com/video/pope-francis-gives-speech-world-014911674.html

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/09/2015 w Uncategorized

 

Cuda

Od 9 września jesteśmy w Stanach. W czasie tego pobytu mamy w planach kongres misyjny (o którym jeszcze pewnie napiszemy), doroczne rekolekcje, kilka spotkań w rożnych miejscach w sprawie felicjańskiej misji na Haiti i spotkanie przełożonych. 

Jeszcze na Haiti, planując ten wyjazd, mocno wierzyłam, że jakimś cudem uda nam się uczestniczyć także w którymś z punktów programu papieża Franciszka w Stanach. Zgłosiłyśmy się więc do losowania biletów, ogłoszonego przez Konferencję Episkopatu Ameryki. Niestety: chętnych było więcej niż wejściówek i nic nie wylosowałyśmy 😦 ). Aż tu w piątek jedna z Sióstr nagle mówi, że jej rodzina w Filadelfii ma dla nas dwa bilety! Zostało znaleźć nocleg. W ostatniej chwili wydawało się to niemożliwe. Ale i tu Bóg nas nie zawiódł. Tydzień temu poznałyśmy w Chicago kilka rodzin z Drogi Neokatechumenalnej, wybierających się na spotkanie rodzin z papieżem do Filadelfii. Niektórzy z tych ludzi mają polskie korzenie – dobrze nam się rozmawiało. Okazało się, że na czas spotkania z papieżem ludzie ci wynajęli dom w Filadelfii. Nie tylko nas tam zaprosili, ale dali osobny pokój z łazienką! Mieszkamy więc z dwoma wielodzietnymi rodzinami. W sercu Kościoła, w sercu rodziny. Piekny cud, który Bóg uczynił dla nas, byśmy mogły uczestniczyć w spotkaniu papieża Franciszka z rodzinami.

    
    
    
 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/09/2015 w Uncategorized

 

O co modlą się dzieci na Haiti

W ostatnią niedzielę po południu odwiedziło nas dwóch malców. Powtarzamy dzieciom, że w niedzielę nie mamy dla nich zajęć, bo to jest czas naszej modlitwy. Tych dwóch postanowiło pokonać nas naszą własną bronią: powiedzieli, że chcą się modlić z nami. Wzięłyśmy ich więc do kaplicy i opowiedziałyśmy trochę o Jezusie. Słuchali z przejęciem. Bardzo możliwe, że po raz pierwszy w ich krótkim życiu ktoś im mówił o Jezusie Chrystusie. Na koniec zaproponowałyśmy, aby poprosili Boga, który ich bardzo kocha, o coś, czego potrzebują. Podeszli nieśmiało do tabernakulum i poprosili: Jim o tornister, kredki i zeszyty do szkoły, Donaldson – o chleb z masłem. O co modlą się dzieci w Polsce?

  

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/09/2015 w Uncategorized

 

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy, drugi, trzeci… (Rodz 1, 5; 8; 13)

Wczoraj nareszcie, po długim czasie oczekiwania, dojechał do nas kontener wysłany przez zaprzyjaźnioną panią Ann Marie Zon ze Stanów. Choć jest osobą świecką, czuje się misjonarką z powołania. Założyła organizację pomocową dla Nikaragui i zajmuje się wysyłaniem tam kontenerów z pomocą materialną. Od ubiegłego roku także naszą misję objęła swoim programem. Tym razem zawartość kontenera przeznaczona jest dla nowego seminarium diecezjalnego Jacmel i dla szpitala. Kontener wypłynął ze Stanów 3 sierpnia, do stolicy Haiti przybył po 19 dniach. 22 sierpnia dla nas zaczał się wyścig z czasem: odebrać kontener z portu jak najszybciej, bo za każdy dzień postoju płaci się bajońskie sumy. Potrzebowałyśmy listów polecających od biskupa, prośby tutejszego Caritas o zwolnienie z podatku, pozwolenia z dwóch ministerstw. Formalności nie załatwia się osobiście, tylko przez wynajętego pośrednika (za którego też się słono płaci, ale nauczyłyśmy się już na pierwszym kontenerze, że urzędnicy robią mniej problemów, kiedy sprawy załatwia pośrednik, więc teraz już płacimy bez szemrania). Mamy szczęście: zaprzyjaźniłyśmy się z kobietą, Nicole, która już raz dla nas sprawy kontenera załatwiała. Więc teraz wszystko poszło w miarę sprawnie. 

Kiedy już formalności były załatwione, otrzymałyśmy wiadomość, że możemy przyjechać do Port-au-Prince, zapłacić za pierwszy etap, a następnie wynająć firmę, która ten ogromny kontener przewiezie krętymi dróżkami przez góry do Jacmel. Tak też zrobiłyśmy. Tego samego dnia przewoźnik obiecał, że natychmiast odbiera kontetner z portu i wyrusza.

Wróciłyśmy więc szybko do domu (to znaczy w trzy godziny, bo tyle mniej więcej zajmuje droga do Jacmel), zorganizowałyśmy mężczyzn do rozładowania kontenera (tu też liczy się czas – płacimy za dzierżawę kontenera) i czekamy… Czekamy, czekamy i… nic. Kontenera ni widu, ni słuchu. „I tak upłynął wieczór i poranek – pierwszego dnia”. Nastepnego dnia znów oczekiwanie, a potem wiadomość, że transport jest już w połowie trasy, w miejscowości Carefour. Więc znów zwołanie chłopaków i oczekiwanie do późnej nocy. I coraz częściej myśli: coś się stało? Wypadek? A może uprowadzenie? „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi”. Trzeciego dnia rano kontenera dalej nie było. Porządnie zaniepokojone dzwoniłyśmy do firmy przewozowej, ale tam nas stale ktoś zbywał. W końcu kolejna osoba dopatrzyła się, że… kontener wciąż stoi w porcie i trzeba zapłacić za jego postój, bo inaczej nie zostanie wydany! 
Haiti!
Nicole była już wtedy na wakacjach, ale odważyłyśmy się do niej zadzwonić z prośbą o pomoc. Załatwiła z firmą przewozową, że opłacą w porcie zaległość i wykonają to, na co się z nami umawiali. Kilka godzin później kontener był już w Jacmel. 
Tu poszło gładko, bo mogłyśmy mieć wpływ na przebieg wydarzeń. Rozładowane i posegregowane przesyłki szybko trafiły do adresatów.
Kiedy widać radość obdarowanych, zapomina się o wszystkich troskach. Jeden z chlopaków, którzy pomagali, dostał z kontenera materac. Ze łzami dziękował, bo do tej pory całe życie spał na kartonach! Dziekujemy Bogu za Ann Zon i ludzi, którzy chcą pomagać tym, którzy maja mniej albo nic. „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – trzeciego dnia…”.

   
    
    
    
    
 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 07/09/2015 w Uncategorized

 

Świerzb

We wtorek zaprosiłyśmy lekarkę z naszej mobilnej przychodni, dr Wanitę, by przebadała niektóre dzieci i ich rodziny, bo zaczęłyśmy podejrzewać, że Donaldson, o którym kiedyś tu pisałam, nie jest jedynym zarażonym świerzbowcem. Tam, gdzie ubóstwo, brud, gdzie wszyscy śpią razem, łatwo roznosi się to roztocze. A skutki zarażenia, to nie tylko swędzenie, ale i zakażenia od ciągłego drapania i rany. Zaprosiłyśmy szczególnie dwie rodziny i okazało się,  że trafiłyśmy: w obydwu dzieci mają świerzb. Wszyscy dostali leki i zalecenia. Lekarka wytłumaczyła dorosłym, jak dochodzi do zarażenia i jak ważne jest zachowanie higieny. 

Już teraz martwimy się, bo pod koniec leczenia, za kilka-kilkanaście dni, te rodziny będą musiały zdezynfekować swoje domy: wyprać wszystko w gorącej wodzie i wystawić na wiele godzin na słońce – to jedyne dostępne tu sposoby walki z tym roztoczem w otoczeniu. Myślimy, jak tu zorganizować dla nich środki czystości, by dezenfekcja domów mogła być skuteczniejsza. W przeciwnym wypadku zakażenie wróci… 

  

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 02/09/2015 w Uncategorized

 

Do szkoły

Ostatnio więcej uwagi poświęcamy jednej rodzinie, która nie jest w stanie sama sobie pomóc. Kiedyś jeszcze o nich napiszemy więcej. Dziś o butach. W dwóch małych pomieszczeniach i jednym namiocie mieszka razem około 20 osób, w tym jedenaścioro dzieci. Najmłodsze ma 6 miesięcy, najstarszy – 15 lat. Dziś zabrałyśmy dzieci z tej rodziny na targowisko, aby kupić im buty do szkoły. Niektórym z nich nasi dobroczyńcy opłacają szkołę, inne chodzą do szkoły darmowej, jednak bez mundurków, książek i butów nie mogłyby zacząć nauki. Dzięki Bogu, są dobrzy ludzie, którzy dają nam środki na takie szkolne wyprawki.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 02/09/2015 w Uncategorized