RSS

Archiwa miesięczne: Wrzesień 2012

Do Jeremie

Od 1 do 8 października będziemy w diecezji Jeremie – w najdalej na Zachód wysuniętej części wyspy. Jutro – w poniedziałek – wczesnym rankiem lecimy małym samolotem z Port-au-Prince do Jeremie. Tam też będziemy próbować aktualizować nasz blog (jeśli Pan da Internet). Do usłyszenia stamtąd – módlcie się za mnie i owoce tej podróży.

20120930-212644.jpg

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 30/09/2012 w Uncategorized

 

„…abym uciśnionych odsyłał wolnymi.” Łukasz 4, 18

W ten weekend Yvon ma gościa w swoim domu. Jest nim Monica Watkins z Nowego Jorku – profesjonalna modelka, artystka i filantrop. Bierze pod opiekę młodych artystów, którzy nie mają możliwości rozwijania talentu, i tak czyni świat lepszym, dając świadectwo nadziei. Dziś Monica zaprosiła nas do pójścia z nią do domu dla młodych dziewcząt w Delmas, Restavek Freedom. Miała spotkanie z dziewczynami i mówiła im o swojej karierze modeleki. Restavek Freedom jest organizacją chrześcijańską, którem celem jest wyzwalanie haitańskich dzieci z niewoli.  Na Haiti wszyscy znają słowo „restavek”. Jest to nowoczesna forma niewolnictwa. Organizacja  Restavek Freedom pomaga dziewczętom wydobyć się z sytuacji wykorzystywania przez stworzenie dla nich domu, posłanie ich do szkoły i odbudowywanie w nich godności i poczucia własnej wartości. Członkowie tej organizacji wierzą, że miłość i edukacja mogą wykorzeniać zło, nawet to z długa tradycją i usankcjonowane kulturowo (jak wykorzytywanie dzieci na Haiti). Restavek Freedom marzy o stworzeniu nowej przyszłości dla tych dzieci.

Zajrzyj na stronę Restavek na Haiti: www.maitri.pl/gazetka/my_69/html/restavek.htm

www.restavekfreedom.org

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29/09/2012 w Uncategorized

 

Młody haitański artysta malarz

  Makenson Nosthe, to młody człowiek z Haiti, w którym Yvon dostrzegł i docenił talent malarski. Makenson spędza całe dnie na podwórku przy domu Yvona i maluje obrazy jeden po drugim. Bardzo to lubi.  W przyszłym miesiącu Yvon organizuje dla niego, podczas uroczystości w haitańskiej wspólnocie w Stanach, wystawę w Nowym Jorku. Yvon daje makensonowi możliwości, bez których nie miałby szansy podzielenia się z ludźmi swoim talentem.

Makenson ma smutną przeszlość. Jego matka, gdy była z nim w ciąży, została wyrzucona przez  rodzinę i musiała uciekać. Błąkała się po ulicach, co jest losem wielu tutaj młodych ludzi. Ojca Makenson poznał (a właściwie nie zdążył poznać) w dniu jego pogrzebu. Chłopak żył w skrajnym ubóstwie, a gdy miał 17 lat – jego matka pozbyłl;a się go z domu i stał się ulicznikiem. Po trzęsieniu ziemi jego sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła. Bóg jednak nie pozwolił mu zginąć. Pozwolił spotkać Yvona, który go przygarnął i stworzył mu warunki do malowania. Kiedy ktoś zostaje otoczony miłością, dobrocią i szacunkiem, jego talenty i możliwości zaczynają się ujawniać i rosnąć. Tak też się stało z Makensonem. Poniżej możesz obejrzeć niektóre z jego obrazów. Poprosiłyśmy chłopaka, by namalował dla nas obraz św. Feliksa. Już nie możemy się doczekać, kiedy zacznie! A jeśli ty, lub ktoś kogo znasz, byłby zainteresowany kupieniem któregoś obrazu namalowanego przez Makensona – prosimy o kontakt z nami.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/09/2012 w Uncategorized

 

Od wioski do wioski…

“ Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię…”                Łukasz 9,6

 24 września  Yvon musiał pojechać do General Hospital, aby prozmawiać z administratorem. My wybrałyśmy się razem z nim, aby lepiej poznać Port-au-Prince. Yolande, dziewczyna, która gotuje u Yvona, pojechała z nami. Zostawiliśmy ją na targu. Po wizycie w szpitalu wróciliśmy po Yolande i robiliśmy zakupy na słynnym ulicznym targu, gdzie można kupić dosłownie wszystko. To zajęło nam większość popołudnia. Yolande gotuje bardzo dobrze, ale zajmuje jej to baaaaaardzo duzo czasu – gotuje świetnie, wszystko ze świeżych warzyw, z dopiero co zabitej kozy, kury, itp., ale tempo ma parwdziwei haitańskie 😉 Tak więc tego dnia nasz obiad był o 20.30!

Dzisiaj, 25 września, rozpoczynamy nowennę przed świętem św. Franciszka. Zdecydowałyśmy, że w ramach nowenny codziennie przejdziemy przez pobliski targ pozdrawiając ludzi (znamy już kilka kreolskich słów!), ale tylko, kiedy to będzie konieczne – jak zalecał św. Franciszek. Taka ewangelizacja obecności.

Kontynuujemy i traktujemy serio naszą inkulturację na Haiti. Yvon zabrał nad dziś do  Mirebalais. Miasteczko jest położone w odległości dwóch godzin jazdy na północ od  Port-au-Prince. Po drodze oglądaliśmy budynki (w budowie) mieszkalne przeznaczone dla ludzi, którzy utracili domy podczas trzęsienia ziemi i od 2010 roku mieszkają w namiotach.

Droga do Mirebalais prowadziła znów przez cudowne haitańskie góry. W samym miasteczku znajduje się Sanktuarium Matki Bożej z Góry Karmel. Według tradycji to w tym miejscu Maryja objawiła się na wielkim liściu palmy i pozostawiła tam swój wizerunek Matki Bożej z Góry Karmel. Tutejsi ludzie mają do Niej wielkie nabożeństwo, a 16 lipca w parafii jest wielki odpust, na który przybywają setki ludzi. W tym roku swoją obecnością zaszczycił tę uroczystość prezydent Haiti – Michel Martelly, który pochodzi z tych okolic. Do tej pory jeszcze wiszą transparenty na jego powitanie. Spotkałyśmy proboszcza parafii i poprosiłyśmy, aby udzielił nam Komunii świętej. Nie był za bardzo do tego skłonny. To trudne dla nas doświadczenie – pragnąć Mszy św. i Komunii i nie mieć… Ksiądz próbował tłumaczyć, że (zgodnie z prawem!) udziela Komunii tylko podczas Mszy świętej i zanosi ją chorym do domów. A my ani na Maszy, ani chore… Pote ulitował się nad nami i zmienił zdanie. Pokazał nam też swoje osiągnięcia na terenie należącym do kościoła. Chwalił się miejscem spotkań dla ludzi na zewnątrz kościoła, z kamiennymi, solidnymi ławkami, na których były wygrawerowane szkice bazylik z całego Haiti, pałac rządowy i wiele innych historycznych i cennych dla Haitańczyków miejsc. Wiele z katedr tam przedstawionych zostało zburzonych podczas ostatniego trzęsienia ziemi. Parafia rozpoczęłą także projekt zakładania stawów rybnych – dobry pomysł zapewnienia pożywienia ludziom z tej okolicy. Po Komunii i modliwtei, ksiądz zapytał, czy nie zechciałybyśmy właśnie w jego parafii założyć felicjańskiej misji. Obiecałyśmy modlić się w tej sparwie.

Po tej wizycie pojechaliśmy nad wodospad. Piękne miejsce! Powitała nas tam grupa chłopców, którzy towarzyszyli nam i oferowali swoją pomoc w kiedy podchodziłyśmy w górę i schodziłyśmy w dół, by obejrzeć spadającą wodę. Zdziwiłyśmy się, że nieźle znali angielski. Oczywiście nie byl;i bezinteresowni: dla nich to sposób na zarobek.

Możecie sobie wyobrazić jak odświeżająca była woda z wodospadu w tym haitańskim upale! Tu CODZIENNIE jest minimum 33C W CIENIU!

W drodze powrotnej obserwowałyśmy ludzi powracających z targu, niektórzy szli pieszo, inni jechali na osłach lub na koniach. Chwaliłyśmy Pana podziwiając kolejny już dla nas na Haiti, cudowny haitański zachód słońca.

I jeszcze kilka twarzy ludzi z Haiti….

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/09/2012 w Uncategorized

 

Podróż do Jacmel

„Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemie.Psalm 121, 1-2

W sobotę 22 września pojechałyśmy do Jacmel na spotkanie z biskupem tamtejszej diecezji. Wyjechałyśmy z domu o 7:30, aby jeszcze po drodze kupić zapasowe koło. Patrzyłyśmy przez szybę, jak się robi tutaj takie zakupy. Obserwowałyśmy ludzi wokół nas. Yvon kupił koło na ulicy, bo tak dokonuje się tu większości transakcji. Nieopodal naszego samochodu, na małym stołku, siedział młody chłopak, który czyścił buty. Miał wielu kilientów. Traktował swoją pracę bardzo poważnie. Ludzie zostawiali mu jakieś grosiki za tę usługę. Ci ludzie mają godność i nie boją się pracy – to jest piękne. I mają czyste buty! 😉

W końcu ok. 9.00 wyruszyłyśmy do Jacmel. Podróż powinna trwać trochę ponad godzinę, ale czasami (z powodu korków) trwa nawet 4! My mieliśmy szczęście:  2 i pół godziny. Do Jacmel jedzie się przez góry. Krajobrazy są przepiękne! To jest najbardziej zielona i żyzna część Haiti. Jacmel leży nad Morzem Karaibskim. Jest tam trochę chłodniej niż w Port-au-Prince, bo wyżej. Ale za to żaden huragan nie ma litości dla Jacmel. A huragany są tu mocne i pojawiają się często 😦 Po drodze mijaliśmy wiele małych targowisk, ulokowanych blisko szosy, by przejeżdżający mogli robić zakupy. My też zatrzymaliśmy się kilka razy, bo owoce tutaj są świeże i dużo tańsze niż w stolicy.

Miasto Jacmel jest ciche, pogodne i wygląda na dużo bardziej bezpieczne niz stolica. Czułyśmy się tu naparwdę dobrze. A w dodatku opuszczając Jacmel i i Księdza Biskupa otrzymałyśmy dwa znaki. Pierwszym była piękna tęcza nad górami – znak przymierza Boga z ludźmi. Zaraz później zobaczyłam na mijanym budynku adres: Jr 29,11. Sprawdziłyśmy: „Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do Was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie”. czy można nie wierzyć, że Bóg jest obecny w naszej codzienności?!

Poniżej zdjęcia z podróży do Jacmel 🙂

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 24/09/2012 w Uncategorized

 

Zakupy na rynku

„Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w Imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz tego, który mnie posłał” Marek 9,37

Podczas tych pierwszych zakupów na rynku przypatrywałyśmy się tylko jak Yvon to robi. Negocjacie zajmowały sporo czasu. Tutaj nie można się spieszyć. Kiedy się usłyszy pierwszą cenę, trzeba zaproponować swoją, przynajmniej o połowę niższą. Zwykle kończy się to spotkaniem mniej więcej w połowie pomiędzy tym, co zaproponował sprzedający i kupujący. Zakupy na rynku to dobry sposób spotykania i poznawania ludzi. Tym razem nasza rola ograniczała się do pozdrawianai ludzi w języku kreolskim: „Bondye beni ou.”

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24/09/2012 w Uncategorized

 

Yvon i pracownicy w jego domu

 

„Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem” Psalm 133,1

                    

Prawdziwym cudem jest miłość braterska. Nasza jedność w służbie Bożej i chrześcijańska przyjaźń to dary Ducha Świętego mieszkającego w naszych sercach ” Po miłości was poznają…i wtedy świat uwierzy…” (ten między nami to nasz gospodarz – Ivon).

Poznanie wzajemne i akceptacja różnic pomiędzy nami to nasza droga budowania pokoju na dziś.

Niech ten światowy dzień pokoju będzie błogosławiony!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21/09/2012 w Uncategorized