RSS

Archiwum autora: feliciansistershaiti

Informacje o feliciansistershaiti

Proclaming the Word of God ever more fully as the heart of our commitment to justice and peace and the best means to raise the dignity of the human person, especially women and children.

Wspomnienie św. Klary

W sobotę świętowałyśmy wspomnienie św. Klary z Asyżu. To kobieta wiary, ważna dla nas, felicjanek, które – podobnie jak Klara – czujemy się duchowymi siostrami św. Franciszka. Świętowałyśmy modlitwą wieczorną z dziewczynami, które rozważają wstąpienie do naszego Zgromadzenia. Modlitwa pod krzyżem, rozważanie życia i świadectwa św. Klary, a potem podwieczorek w gronie naszej misyjnej rodziny.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12/08/2018 w Uncategorized

 

Powrót s. Marilyn

Zamieszki w Port-au-Prince spowodowały też kłopoty z powrotem s. Marilyn, która miała wracać w tym samym czasie. W dodatku, kiedy dowiedziałyśmy się, że znowu jest niebezpiecznie, ona była już w drodze powrotnej (czekała na samolot w Orlando, skąd miała lecieć na Haiti). Po doświadczeniach z odwiezieniem Agnieszki, wiedziałyśmy, że jej powrót nie jest dobrym pomyslem: nawet, jeśli doleci na Haiti, nie będzie mogła wydostać z się z lotniska, przejechać bezpiecznie przez stolicę i dotrzeć do Jacmel. Przy pomocy przyjaciół przesunęła więc swoj wylot o jeden dzień. Ale było wiadomo, że ten jeden dzień nie zmieni wiele w sytuacji na Haiti…

Wpadłyśmy na pomysł, by poszukać kontaktu z człowiekiem, który lata małym samolocikiem z Port-au-Prince do Jacmel. Dotąd nigdy z tego transportu nie korzystałyśmy, bo nie dość, że podobno bardzo drogi, to jeszcze bardzo nie ufamy haitańskiej technice i uważałyśmy, że bezpieczniej samochodem przez góry, niż samolocikiem ponad górami.

Ale ponieważ sytuacja była bez wyjścia, pojechałam na to, co w Jacmel nazywają lotniskiem, żeby się tam kogoś poradzić. Okazało się, że pilot jest… Amerykaninem! Roger – bo tak ma na imię – kontaktował się już z Erikiem, naszym przyjacielem- pilotem ze Stanów, lecieli już kiedyś razem, więc bez problemu zgodził się przywieźć s. Marilyn, a cena, którą ustalił, też była „życzliwa”. Tylko jak dowieźć s. Marilyn z lotniska w Port-au-Prince do punktu, z którego Roger mógł ją zabrać?

Nasz kierowca Fritz i Jean-Philippe zgodzili się pojechać w nocy, zanim jeszcze zacznie się kolejny dzień protestów, i odebrać Marilyn z lotniska, a potem przewieźć do samolotu Rogera. Oni tak nie rzucają się tutaj w oczy, jak my – z naszą bladą skórą i w jasnych habitach. Jako mężczyznom, łatwiej im też poradzić sobie ze staniem w korku bez toalety, czy ewentualnie spaniem w samochodzie.

Jak wiele już razy wcześniej i tym razem doświadczyłyśmy, że jest z nami Pan Bóg, choć bardzo nas ta sytuacja wystraszyła: baliśmy, czy nasi chłopcy dotrą bezpiecznie, czy Marylin doleci, czy uda się ją przewieźć. Baliśmy się, jak będzie wyglądał jej lot do Jacmel i jak powrót chłopaków samochodem…

Wszystko się udało. Pan Bóg jest miłosierny i łaskawy. Marylin w Jacmel, a wkrótce wrócili też bez szwanku nasi dzielni panowie…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/08/2018 w Uncategorized

 

Pożegnanie

Trudne są rozstania… Odwiozłam Agnieszkę na lotnisko do Port-au-Prince. Okazało się, że od nowa wybuchły protesty, ludzie znowu na ulicach… Nie wiedziałyśmy tego, wyjeżdżając z Jacmel. Ale już na przedmieściach stolicy okazało się, że jest potężny korek. Nasz kierowca próbował jechać bocznymi drogami. Niewiele to zmieniało. Nie bardzo było wiadomo, co się dzieje. Na Agnieszki samolot zdążyłyśmy prawie w ostatniej chwili. Szczęśliwie odleciała, ale ja z kierowcą wracaliśmy cały dzień. Momentami było dość dramatycznie: samochody stały w tym upale i w jedną, i w drugą stronę, nie można było jechać do przodu, ale też w żadną stronę się wycofać. Ściskałam w ręku gaz pieprzowy, który dostałyśmy od przyjaciółki w Stanach, i modliłam się. Baliśmy się wyjść z samochodu, choć wokół było pełno ludzi. Informacje, które udawało się nam wychwycić, przerażały jeszcze bardziej: podobno policja otworzyła ogień i są zabici. W końcu jakimś cudem trochę udrożnił się przejazd. Pod wieczór cali i zdrowi byliśmy w Jacmel…

Poniżej laurka, którą nasze dziewczyny przygotowały dla Agnieszki:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/08/2018 w Uncategorized

 

Karaiby

Dla naszych gości pobyt w naszej misji to nie tylko praca. Przynajmniej raz staramy się zabrać ich nad morze – w końcu Haiti to Karaiby. Agnieszka jest tu już trzeci tydzień – zasłużyła na kilka godzin na Karaibach 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/08/2018 w Uncategorized

 

„Ryby wszelkiego rodzaju”

Mt 13, 47-48

Jezus powiedział do tłumów: „Podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili”…

Ewangelia czytana podczas porannej mszy św. natchnęła nas, by poszukać w Jacmel ryb. Więc dziś jemy ryby (nieznanego rodzaju).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/08/2018 w Uncategorized

 

Bogactwo Haiti

Agnieszka mówi, że za mało pokazujemy piekno Haiti. Że ten kraj jest bogaty, tylko jeszcze nie odkrył swojego bogactwa. I że Pan Bóg jest hojny, bo rozdaje każdemu. Haiti ma w obfitości rajskich owoców, zjawiskowych kwiatów, których nie trzeba pielęgnować i które kwitną nawet w najbrzydszych zakątkach miasta. I widoki. Amerykanie mają takie powiedzenie: „widok wart milion dolarów”. Haiti ma wiele takich milionów…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/08/2018 w Uncategorized

 

Pan Janek

Mesye Jean – Pan Janek – budował naszą misję. Tak go poznałyśmy. Ludzie mówili, że to dobra dusza – wszystko by zrobił za innych. Rozmawiałyśmy z nim kilka razy, bo zauważyłyśmy, że wie dużo o ogrodnictwie. Chciałyśmy mieć marakuję – szybko przyniósł nam sadzonki i zaoferował, że posadzi przy płocie, żeby zakryć drut kolczasty. Później okazało się, że Pan Janek znał nas, zanim my poznałyśmy jego: jeszcze na naszym starym miejscu przychodzili do nas jego synowie. Jest z nich bardzo dumny: jeden dostał stypendium w amerykańskim liceum, drugi jest teraz w seminarium i za kilka lat zostanie księdzem.

Kiedy się przeprowadziłyśmy, Pan Janek zaproponował, że będzie dbał o nasz teren – chętnie się zgodziłyśmy. Nasiał nam co prawda wszędzie kukurydzy, z którą nie wiadomo co robić 😉 ale trzeba przyznać, że to pracowity człowiek, a teren nam się zazielenia bardziej i bardziej. Można więc powiedzieć, że to dla obu stron OWOCNA współpraca…

Na końcu filmik w zwolnionym tempie pokazujący gigantyczną czarną pszczołę, która odwiedza nasze kwiatki. Po łacinie nazywa się Xylocopa. Tu ludzie mówią na nią vonvon. Ma około trzech centymetrów i wygląda dość przerażająco, ale chyba usposobienie ma trzmiela… Chyba 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2018 w Uncategorized