RSS

Archiwum autora: feliciansistershaiti

Informacje o feliciansistershaiti

Proclaming the Word of God ever more fully as the heart of our commitment to justice and peace and the best means to raise the dignity of the human person, especially women and children.

Światełko

Dość często odwiedzają nas tutaj różni wolontariusze, którzy przyjeżdzają do Jacmel. Tym razem byli to ludzie z New Jersey. Okazało się, że s. Marilyn zna księdza, który organizował ten wyjazd. Grupa przywiozła pomysłowe lampki solarne. Wczoraj przynieśli je naszym dzieciakom. Światło to jeden z najlepszych prezentów, jakie można dać tutejszym ludziom. A jeśli jeszcze nie wymaga zasilania prądem? Super!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/01/2018 w Uncategorized

 

Anielski orszak niech twą duszę przyjmie…

Bardzo nie lubię pogrzebów na Haiti. Cierpnie mi skóra na samą myśl, że musimy na jakiś pójść. Bywałyśmy już na różnych, ale nawet na katolickich czuć obecność… szatana…

Kultura voodoo jest tu obecna wszędzie. Nawet podczas katolickiej ceremonii, oprawa jest przerażająca. Część uczestników wyje i lamentuje, kaleczy swoje ciało, niektórzy rzucają się na ziemię i tarzają, jak opętani. Cały czas wrzaski nie do zniesienia. Ksiądz stara się przynajmniej, by choć trochę hamować ten spektakl. Prosi ludzi, by wynosili z ceremonii tych z najbardziej ektremalnymi zachowaniami. Wczoraj wyniesiono pięć osób. Ale i tak przeważnie atmosfera jest jak z horroru. Żadnej chrześcijańskiej nadziei w tych ludziach. Jakby Chrystus nie zmatwychwstał…

Wczoraj znowu musiałyśmy w czymś takim uczestniczyć. Zmarła kobieta, którą znałyśmy, katoliczka, matka dzieci z naszej grupy. Młodsza ode mnie. Zmarła ponoć na astmę, jednak tu nigdy do końca nie wiadomo – ocenia sie po symptomach, zwykle nie robi się badań. Pozostawiła dwóch synów: Wilkensa – siedemnastolatka i sześć lat młodszego Oktavio. Mimo biedy zdołała posłać Oktavio do katolickiej szkoły, a to najdroższa szkoła tutaj. Zadbała też, by obaj chłopcy przyjęli sakramenty, co tutaj nie jest częste. Mimo, że wyglądali na rodzinę mocno związaną z Kościołem – pogrzeb był strasznym widowiskiem.

Jezu Chryste, miej miłosierdzie dla nas i świata całego…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/01/2018 w Uncategorized

 

Chwile grozy

2 stycznia przyleciał do nas po raz kolejny Eric – pilot z Florydy, który uczy naszych medyków obsługi programu do rejestracji działalności mobilnej przychodni. Pomaga też naszym dzieciakom dając im dostęp do programów edukacyjnych. Tym razem przywiózł swoją najstarszą córkę, Abby. Kiedy s. Marilyn i nasz kierowca, Fritz, wieźli ich z lotniska, jakiś człowiek uderzył swoim samochodem w tył naszej toyoty. Wszędzie w świecie jego wina byłaby oczywista. Ale tu nie rządzi prawo ani rozsądek. Kiedy Fritz się zatrzymał, żeby sprawdzić, co się stało, ten człowiek wziął kamień w rękę i oświadczył, że wypadek był z winy Fritza i jeśli biali, którzy są w samochodzie, nie zapłacą, to on zniszczy nasz samochód. Fritz próbował dochodzić swojej racji, ale z wokół zaczął rosnąć tłum gapiów i robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. W Polsce czy Stanach w takiej sytuacji wzywa się policję. Tu nie ma żadnej pomocy. A nawet gdyby udało się wezwać policję, nie wiadomo, czy nie byłoby gorzej. Wiemy, że policja tu bywa zamieszana w przestępstwa.

Kiedy było już naprawdę groźnie, s. Marilyn zdecydowała się zapłacić i odjechać. Abby była naprawdę przerażona. Zresztą wszyscy mieli poczucie, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i zrobiło się naprawdę niebezpiecznie. Czasem lepiej zapłacić haracz, niż stracić życie…

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 07/01/2018 w Uncategorized

 

Mathilda i Ludvica

Nawet nie są siostrami. Mają po kilkanaście lat i nie znają swoich rodziców. Podobno matki podrzuciły je kobiecie, która dała im dach nad głową i którą nazywają ciocią. Bardzo dobrze się uczą. Trafiy do nas około roku temu. Są bardzo pracowite i sumienne. Same zabrały się za pomaganie w kuchni i odrabianie lekcji z maluchami. Teraz ich przyszywana ciotka wyjechała w góry do rodziny, bo jej sytuacja materialna tak się pogorszyła, że nie była już w stanie opłacać komórki, w ktorej mieszkała z dziewczynami. Mathilda i Ludvica zostały na łasce obcych ludzi, by dokończyć rok szkolny. Dałyśmy im materac i koce, by choć spać miały gdzie… Smutny jest los dzieci tutaj. Powoli przestajemy się dziwić temu, że wiele kobiet zaczyna sprzedawać swoje ciało, kiedy nie widzą już innej możliwości zarobienia na utrzymanie…

Dziewczyny od kilku miesięcy przygotowują się u nas do chrztu świętego. Chcemy im pomóc, by nie zaprzepaściły życia, jak dzieje się to tutaj z wieloma innymi dziewczętami w ich wieku…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 07/01/2018 w Uncategorized

 

Przybyło rąk do pracy

Jak co roku w przerwie świąteczno-noworocznej, s. Victoria przywiozła grupę studentów i profesorów z Madonna University. Badają, leczą i edukują nasze dzieci i ich rodziny. S. Victoria przyjeżdża już do nas pięć lat. Z okazji tego jubileuszu przygotowałyśmy dla niej niespodziankę: uroczysty obiad dla niej i dla jej grupy. Chyba była wzruszona. Tyle robi dla naszej misji i dla Haiti i niczego w zamian nie oczekuje…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 07/01/2018 w Uncategorized

 

Piątek w oktawie Narodzenia

Tyle dyskusji w polskim internecie na temat niejedzenia mięsa w piątek oktawy Bożego Narodzenia! Obowiązuje, czy nie? Czytam i jakoś mnie to dziwi, a nawet trochę smuci. Tyle energii się wkłada w wyjaśnianie reguł i przepisów prawa! Punkt taki, kodeks taki, ten powiedział, tamten napisał… Czy naprawdę zachęca to ludzi do postu? Czy choć trochę wyjaśnia im jego sens?

Jak bardzo inaczej widać te sprawy z perspektywy Haiti – miejsca, w którym tylu ludzi NIE pości w ŻADEN piątek, ale GŁODUJE codziennie. Szkoda, że tam, gdzie się nie je mięsa w piątki, tak mało sie mówi o sensie postu w wymiarze miłości bliźniego. Że pościmy, by dzielić się z tymi, którzy nie mają co jeść. Że pościć, to znaczy ODMAWIAĆ SOBIE, żeby dać innemu, żeby inny TEŻ MIAŁ COŚ DO ZJEDZENIA, aby mógł – może ten jedyny raz w roku – zjeść lepiej. Poszczę, bo kocham. Samo niejedzenie mięsa nie ma już dziś w Polsce i innych krajach Pierwszego Świata żadnego sensu. Albo poszczę, bo kocham, albo co za różnica: szynka czy wędzony łosoś?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2017 w Uncategorized

 

Boże Narodzenie 2017

To najbardziej wyczekiwany dzień dla dzieci i ludzi, z którymi tutaj współpracujemy. Może czekają tylko na wyjątkowy posiłek, który dostaną u nas i na prezenty, bo wcześniej dla wielu z nich Boże Narodzenie nie rożniło się od codzienności – ubodzy nie obchodzą świąt. My wiemy jednak, że najważniejsze jest przygotowanie duchowe. Stawiamy duży nacisk na Słowo i znaki. Dlatego młodzież i dzieci otrzymują na początku Adwentu katechezę na temat znaczenia wieńca adwentowego z czterema świecami i figurką Maryi. W centrum oczekiwania na Boże Narodzenie jest u nas niedzielna ewangelia – Słowo przygotowywane i wyjaśniane podczas cotygodniowych katechez.

Uczymy dzieci, że prezenty są „z okazji”, a nie zamiast. Że mają podkreślać radość z przyjścia Jezusa, że są wyrazem miłości, którą nas obdarował Bóg, otwierając nam drogę zbawienia w Jezusie. Przygotowujemy z dziećmi i młodzieżą jasełka – wiemy, że dla wielu niepiśmiennych, małych i dużych, to najlepszy sposob opowiedzenia ewangelii.

Bezpośrednie przygotowanie do Bożego Narodzenia zaczynamy od posprzątania terenu i dekoracji. Potem robimy tymczasowe zadaszenie, żeby można było spędzić u nas na podwórku kilka godzin, mimo palącego słońca. Mamy młodzież, która potrafi zrobić coś z niczego i chętnie się w takie prace porządkowo-dekoratorskie angażuje. Wielu z nich ma prawdziwie złote ręce. Teraz już wiemy, że Haitańczycy są bardzo muzykalni i mają wiele innych artystycznych talentów.

Nasze panie i młodzież przygotowują pyszności: długo wyczekiwany kurczak, ryż z fasolą, zapiekanka makaronowa z kiełbasą, smażone banany z sałatką z kapusty, uwielbiana tu coca-cola i pieczone przez nas kilka dni wcześniej ciastka. Już samo uczestniczenie z tymi ludźmi w przygotowaniach daje dużo radości.

W dzień Boźego Narodzenia o 11.00 jasełka. Dzieci oglądają inscenizację z otwartymi buziami. Niczego takiego wcześniej nie widziały. Tu przecież nie ma teatru ani telewizji. Po jasełkach – najważniejsza część świętowania: Eucharystia.

Zapraszamy do świętowania sąsiadów, rodziców naszych dzieci i młodzieży, oni przyprowadzają swoich gości. To prawie dwie setki ludzi. Tym razem zaprosiłyśmy też – jakkolwiek to zabrzmi szokująco – prostytutki, o których kiedyś pisałam. Mimo tego, że nie wszyscy rozumieją, co świętują. Małe dzieci trochę rozrabiają, ktoś wychodzi, ktoś się spóźnia. Księża może nawet mają o to do nas pretensję. Ale my jesteśmy przekonane, że Bog narodził się właśnie dla nich – dla tych ubogich, chromych i niewidomych. W Polsce na stole wigilijnym stawia się nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. My tych zbłąkanych mamy wszędzie wokół. Można nie im głosić Dobrej Nowiny?

Po Eucharystii obfity obiad i w końcu czas na adorację Dzieciątka i prezenty dla dzieci. Z prezentami wychodzą uszczęśliwione, ale my i młodzież dalej pracujemy. Sprzątanie, spoźnione dzieci, które gdzieś się dowiedziały, że u nas święto i przyszły po wszystkim. Na koniec z młodzieżą jemy obiad i z nimi mamy adorację i kolędowanie w naszej kaplicy. Wszystko kończy się wieczorem. Jesteśmy śmiertelnie zmęczone, ale szczęśliwe.

Padamy do łóżka, a wtedy – jak co roku – świętować zaczynają nasi sąsiedzi. Ogłuszająca muzyka do rana… Ale przecież Pan Bóg nas tu nie wysłał na wczasy na Karaibach 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/12/2017 w Uncategorized