RSS

Archiwa miesięczne: Październik 2013

Trudne pożegnanie…

Jak już pisałam wiele razy, rodzina naszych gospodarzy wyprowadza się. Jest to trudne pożegnanie. I dla nas, i dla nich. A szczególnie dla Kasandry. Przez ten rok z okładem poznała i pokochała felicjanki. Wciąż jeszcze tęskni za lekcjami francuskiego z Siostrą Angelą. Szybko nauczyła się poprawnie wymawiać imię Siostry Giovanni. Pomagała nam w pracach domowych, uczyła się u nas w domu i odrabiała lekcje, dostawała pomoc w trudnościach, jeździła z nami do kościoła i po zakupy, czasem nad morze…

Wczoraj wieczorem, kiedy przygotowywałyśmy dom do naszej dwytygodniowej nieobecności (przykrywamy na ten czas i zabezpieczamy sprzęty, rozdajemy jedzenie, by nic się nie psuło i nie przyciągało robactwa), Kasandra przyszła nam pomogać. Kiedy opróżniałyśmy lodówkę, dostała od nas tyle „skarbów” (czekoladki, soczki – wszystko, co normalnie rozdzielamy dzieciakom z rozsądkiem, „w nagrodę” lub przy specjalnych okazjach), że zaczęła śpiewać „Ap di bon fet pou ou” [„wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!”] 🙂

Jednak widziałam w tym wszystkim smutek na jej twarzy. Choć to z natury wesołe dziecko, Kasandra zawsze była bardzo uczuciowa: już wcześniej zdarzało się, że płakała, kiedy wyjeżdżałyśmy na krócej lub dłużej do Stanów… Będziemy ją odwiedzać, a ona – mam nadzieję nas. Ale jej rodzina wyprowadza się na tyle daleko, że utrzymanie kontaktu już nie będzie tak łatwe… Trudno się rozstać…

20131023-195059.jpg

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23/10/2013 w Uncategorized

 

Nowa kuchnia

Na podwórku przed naszym domem budujemy kuchnię polową. Pani Lelun, która gotowała dla naszych dzieciaków i młodzieży, już nie będzie tego robiła – razem z rodziną przeprowadziła się w inne miejsce (historię znacie z wcześniejszych wpisów). Ponieważ dalej chcemy, by nasi uczniowie otrzymywali po lekcji posiłek, znalazłyśmy pośród rodziców naszych dzieciaków kobietę, która zastąpi Lelun. Musimy jednak przygotować jej miejsce, gdzie będzie mogła gotować. Ostatnio dużo zajmujemy się sprawami budowlanymi, kupowałyśmy materiały na dom Lebruna i Lelun, przygotowywałyśmy pomieszczenia do przechowywania wszystkiego, co związane z naszą mobilną przychodnią, poprawiałyśmy wydajność naszej instalacji elektrycznej… Czasem mam tego dość. Jesteśmy tu tylko we dwie (nie licząc okresowo gości), więc wszystko dzieje się naszymi rękami. Również sprawy prowadzenia domu, które zajmują tyle czasu! A przecież nie jesteśmy tu, by prowadzić dom! Dobrze, że to nie wszystko, do czego mnie Pan tu powołał. Módlcie się za mnie, bym znosiła te wszystkie czynności pomocnicze z pokorą i wiarą, że przecież to służy budowaniu wspólnoty, aby miłość Jezusa mogła dotknąć wielu. Wiem, że tak jest i widzę głęboki sens tego, co tu robimy dla Haitańczyków, ale czasem jestem niecierpliwa: chciałabym więcej! Módlcie się, by mi Pan dał rozum i zdolności w nauce języka haitańskiego – bez biegłego języka trudno jest głosić Dobrą Nowinę. Nie mogę się już doczekać, kiedy w naszej kaplicy rozpoczniemy głoszenie katechez i formację wiary ludzi z Jacmel!

20131023-193356.jpg

20131023-193414.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23/10/2013 w Uncategorized

 

Miesiac profilaktyki raka piersi na Haiti

Ucieszyłam się dzisiaj widząc, że także na Haiti październik jest miesiącem profilaktyki raka piersi, że ktoś próbuje uczynić ten kraj normalniejszym, a życie ludzi bardziej znośnym. Dziś na lotnisku w Port-au-Prince (lecimy do Stanów na rekolekcje) zobaczyłyśmy różowe dekoracje i pracowników w specjalnych koszulkach. Różowy jest symbolem tej akcji. Poza edukacyjnym wymiarem tego, co działo się na lotnisku, ucieszyła mnie estetyka dekoracji. Haitańczycy potrzebują dobrych wzorców: w czystym i pięknym otoczeniu żyje się lepiej. Wolontariusze podchodzili do ludzi, aby rozmawiac z nimi na temat raka. Sprzedawali także koszulki i opaski na nadgarstki, aby wspierać tych, którzy cierpią na tę chorobę. My także się dołączyłyśmy. Myślałam o wszystkich znanych mi osobach, które cierpią z powodu raka albo są już u Pana z powodu tej choroby.

20131023-190137.jpg

20131023-190205.jpg

20131023-190221.jpg

20131023-190237.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23/10/2013 w Uncategorized

 

Jeśli Pan nie wybuduje domu…

Sytuacja Lebruna i jego rodziny, naszych sasiadów, o których pisałyśmy wcześniej, pokazuje wyraźnie jak Słowo Boże jest żywe i skuteczne. Ci ludzie nie mieli żadnych pieniędzy ani ziemi, a teraz Pan sprawił, że z prochu (dosłownie) wyłania się prosty domek!

20131013-224211.jpg

20131013-224252.jpg

20131013-224316.jpg

20131013-224349.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 13/10/2013 w Uncategorized

 

Karolina z Krakowa

Dzisiaj poznałyśmy Karolinę, inżyniera z Krakowa, która została zatrudniona przez Fundację Polska-Haiti do nadzorowania budowy szkoły dla diecezji Jacmel. Budowa będzie finansowana przez polski Caritas i bedzie graniczyć z naszym przyszłym domem. Zaprosiłyśmy Karolinę na obiad. Zrobiłam gołabki – a co! niech ma dziewczyna kawałek Polski! 😉 Do tego haitańskie sałatki.

Po obiedzie pojechałyśmy z Karoliną zobaczyć początki budowy szkoły (jest już rów pod mur). Zauważyłyśmy, że buduje się też już katedra. wszyscy zaczynają od ogrodzenia i… budują nawet w niedzielę!!!

Poprosiłyśmy też Karolinę, aby pojechała z nami zobaczyć miejsce na nowy domek Lebruna i Lelen. Dała im kilka dobrych rad, szczególnie dotyczących dachu.

20131013-222514.jpg

20131013-222555.jpg

20131013-222753.jpg

20131013-222817.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13/10/2013 w Uncategorized

 

„Kochajcie bardzo swoje Zgromadzenie!”…

Wróciłyśmy z Port-au-Prince. Przywiozłyśmy elektryka z firmy instalującej na Haiti alternatywne źródła zasilania, by zmierzył nasze zapotrzebowanie na elektryczność i możliwości oraz by zrobił wycenę. Od samego początku widzimy, że dostęp do prądu jest tu największym problemem. Teraz, ze względu na potrzeby naszej mobilnej przychodni (lodówka z lekami, sterylizacja narzędzi itp.), bez elektryczności całe przedsięwzięcie stoi pod znakiem zapytania (a przez ostatnie miesiące prądu nie ma prawie w ogóle). Postanowilyśmy więc rozejrzeć się w możliwościach. Nie mamy na to jeszcze pieniędzy, ale ufamy: już wiele razy miałyśmy dowody, że jeśli Bóg czegoś chce, znajdzie na to środki.

Przywiozłyśmy więc elektryka ze stolicy, który od samego początku mówił, że w naszej sytuacji najlepsze będą tzw. invertery z bateriami. To urządzenia, które gromadzą prąd, kiedy jest to możliwe, a potem oddają, kiedy następują przerwy w dostawie. Niestety: dziś elektryk nie mógł dokonać pomiarów, bo… nie było prądu! Sprawdził tylko teortycznie, jakie urządzenia podłączamy, ile mamy pomieszczeń, jaką instalację. Niektórzy mogą myśleć, że w takim słońcu, jakie mamy tu na Haiti, powinnyśmy kupić baterie słoneczne. Jednak mimo nieznośnego słońca ogniwa słoneczne nie byłyby w stanie utrzymać koniecznego zasilania, poza tym (przede wszystkim!) trudno je zainstalować na tyle dyskretnie, by były niewidoczne, a musimy się tu liczyć z kradzieżą. Jak wiecie, mamy tu do dyspozycji tylko nasze mieszkanie: dach jest używany przez wiele osób i właściwie jest do niego publiczny dostęp – na dobrą sprawę nie ma gdzie instalować baterii słonecznych. Stąd zgodziłyśmy się z fachowcem, ze najlepsze będą invertery z bateriami.

Późniejszym wieczorem, dalej w całkowitej ciemności, rozpoczęłyśmy świętowanie wspomnienia Błogosławionej Matki Angeli. Podobnie jak ze św. Franciszkiem, w wigilię jej dnia, świętujemy przejście Matki do domu Pana. Ponieważ Matkę Angelę symbolizuje w tej uroczystości płonąca świeca, ciemność tym razem uznałyśmy za dobrodziejstwo. Dużą świecę otoczyłyśmy małymi, które wyrażały nas, felicjanki w różnych częściach świata. Jedna oczywiście reprezentowała nas, tutaj na Haiti… (jako pierwsze: zdjęcie z celi Matki Angeli, które zrobiłam miesiąc temu. Tak, tak: trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze miesiąc temu byłam w Polsce!).

„Kochajcie bardzo swoje Zgromadzenie!”…

20131009-224754.jpg

20131009-224906.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 09/10/2013 w Uncategorized

 

Przychodnia na kółkach – kolejny rozdział

W poniedziałek 7 października przyleciała po raz kolejny s. Giovanni, aby spędzić z nami i z projektem naszej przychodni na kółkach dwa tygodnie. Odebrałyśmy Siostrę z lotniska w Port-au-Prince i pozostałyśmy w tym mieście jeszcze dwa dni, robiąc zakupy medyczne i załatwiając sprawy przychodni (m.in. odwiedzając miejsca, gdzie będziemy się zaopatrywać w leki). Mieszkałyśmy oczywiście u naszego brata, Yvona, który przechowa również nasze medyczne zakupy do czasu, kiedy zorganizujemy transport do Jacmel.

20131009-221046.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 09/10/2013 w Uncategorized