RSS

Archiwa miesięczne: Luty 2018

Powracający różaniec

Po śmierci mojego ojca duchowego i przyjaciela, ks. Jerzego Dziurzyńskiego, nasza misja na Haiti otrzymała naczynia liturgiczne, których używał w domu w ostatnich latach życia, kiedy nie mógł już chodzić do kościoła, a ja – jego różaniec. Różaniec, na którym mocno było widać ślady używania. Dziś ja się na nim modlę i bardzo z nim jestem związana. Ponieważ często go używam – bez przerwy go gdzieś gubię. Wpada mi pod meble, zostawiam go tu i tam, odkładam, a potem nie pamiętam gdzie, wypada mi z kieszeni. Zdarzało mi się znaleźć go pod samochodem, choć wcale nie pamietałam, żeby mi tam upadł. Ginie mi w domu w Jacmel, ale gubilam go już nie raz w Stanach i w Polsce. Zawsze po niedługim czasie go znajdowałam. Tym razem wydawało mi się, że zgubiłam go na dobre. W dodatku wiedziałam, że stało się to w Stanach, ale nie miałam pojęcia gdzie. Bardzo mnie to przygnębiło…

Tymczasem parę dni temu mail od ludzi, z którymi spotkałyśmy się w Stanach, a którzy sponsorują działalność naszej mobilnej przychodni: „Wczoraj [kilka tygodni po naszej wizycie] znaleźliśmy różaniec na trawniku przed domem – czy to nie ktorejś z was?” I zdjęcie.

Wrócił. Po raz kolejny.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24/02/2018 w Uncategorized

 

Bóg miłosierny

Słucham Słowa, które Pan Bóg daje na Wielki Post i zastanawiam się, jak czytania o Jonaszu, znaku Jonasza odnoszą się do mojego życia dziś. A jak to zycie dziś i już od kilku tygodni wygląda? Dzień w dzień to samo: rano cicha modlitwa, potem msza św., wspólna jutrznia i wyjście na budowę. A tam jeden krok do zakończenia prac, dwa albo nawet i trzy do tyłu. Tu budowlańcy pracują tak: elektryk niczego nie uzgadnia z hydraulikami, murarz ze stolarzami, a ci – z ekipą sprzątającą. Nikt z nikim. Zresztą z nami też. Wydaje się, że każdy pracuje na własną rękę, choć przynajmniej 5 osób ten cały chaos „nadzoruje” – ale ci sobie spacerują i nawet nie mamy pewności, czy znają się na pracy, którą im powierzono. W praktyce wygląda to tak: malarze malowali ściany już przynajmniej 5 razy, bo wciąż ktoś coś rozkuwa. Na wszystko, o co się prosi, wszyscy mówią „wi” , „wi, Ma Sè” [„tak”, „tak, Siostro”], a potem robią po swojemu. Trzeba tam wciąż być, żeby naprawdę coś poprawili. Mike, Eric, Jean Paul łapali się za głowę widząc, w jakiej kolejności (albo lepiej: bez żadnej kolejności) czynności są wykonywane. I słyszymy wciąż, jak to my chcemy wszystko „prefekt”!!! Nasze te niby „zawyżone” wymagania oznaczają np., by kiedy malarz po raz kolejny maluje właśnie rozkutą ścianę , to niechby choć przykrył gotową już podłogę, żeby po nim (kolejny już raz, oczywiście) nie trzeba było skrobać! Albo prosimy, by uważali z betonem – jeśli pochlapią nim wszystko dookoła, to kiedy zaschnie – będzie trzeba go skuwać! (z mebli, okiennic, podłogi).

Potrzeba nam bardzo dużo cierpliwości… Nasze przenosiny przekładane już były tak wiele razy, że nie jestem w stanie policzyć…

Jak więc Słowo ma się do mojego doświadczenia? Znak Jonasza, to znak Boga, miłosiernego zarówno wobec ludu Niniwy, jak i wobec opierającego się Jonasza. Bóg miłosierny i cierpliwy. Wobec tych, którzy wydają się nie zasługiwać na miłosierdzie. Przede wszystkim wobec mnie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/02/2018 w Uncategorized

 

Kiedy spada temperatura…

Pracujemy również po zmroku. Zachód słońca to tutaj błogosławiona chwila: trochę spada temperatura. Huczą generatory spalinowe, wytwarzające prąd dla budowy – nie słychać własnych myśli. Mimo to odzyskuję zdolność dostrzegania piękna tego świata…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/02/2018 w Uncategorized

 

„…przeniósł również na drugi brzeg to, co posiadał” (Rdz 32,24)

W historii Jakuba jest taki moment, w którym idzie on z całym swoim dobytkiem w nieznane. Wychodzi z ziemi swojego teścia, z którym miał niełatwe życie, i zamierza wrócić w strony, w których żyje dotąd jego brat – Ezaw, którego kiedyś Jakub oszukał. Sens tej wędrówki oddaje nie tylko powiedzenie „z deszczu pod rynnę”. Jakub nie zna właściwie celu swojej drogi – za strumieniem Jabbok zostawia to, co może niełatwe, ale znane, a na drugim brzegu czeka go niewiadoma. Podejmuje trud wędrówki, a potok Jabbok jest symboliczną granicą. Ten tekst z Księgi Rodzaju świetnie oddaje naszą obecną sytuację: w starym domu już się nie da mieszkać, w nowym – jeszcze nie można. Od jakichś dwóch tygodni żyjemy na kartonach. Mimo że minął kolejny termin oddania naszego nowego domu – budowa ciągle nieskończona. Ze Stanów przyleciał Mike – odpowiedzialny w naszej Prowincji za nieruchomości Zgromadzenia. Miał tu spędzić kilka dni, żeby dopełnić formalności związanych z odbiorem, ale strona haitańska znowu nie wywiązała się z umowy. Mike postanowił więc zostać z nami i pomóc nam w przeprowadzce, jednocześnie codziennie kontrolując postęp prac i punktując wykonawców za niedoróbki. To pewnie jedyny sposób, żeby ta budowa, trwająca już chyba z cztery lata, wreszcie znalazła swoj finał. Przez kilka dni był też Eric, pilot z Florydy, o którym pisałam już wiele razy. Po tygodniu dotarł dr Jean-Paul Bonnet z synem, Ethanem. Dr Bonnet kiedyś podpowiedział nam, że Haiti potrzebuje obecności felicjanek – jest wiec trochę ojcem tej misji – Pan Bóg krzyżuje nasze drogi w ważnych momentach.

Jest w tym wszystkim Jego miłosierdzie dla nas: w najtrudniejszym czasie pakowania i przewożenia, mamy do pomocy czterech odpowiedzialnych mężczyzn, którym możemy ufać.

Pakujemy się i przewozimy małymi kroczkami. Układamy wszystko w tymczasowych miejscach. Na budowie przecież ciągle pracują robotnicy.

Chciałoby się napisać „na budowie jeszcze wre praca”, ale na Haiti ten zwrot nie ma zastosowania. Tu nic nie „wre” – tu wszystko się ślimaczy.

A my trochę bezdomne… Tak wchodzimy w Wielki Post…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/02/2018 w Uncategorized

 

Pielgrzymujemy

Przełom stycznia i lutego spedziłyśmy w Stanach w drodze od drzwi do drzwi, opowiadając o misji sióstr felicjanek na Haiti i zachęcając ludzi, by wspierali nas modlitwą… Parafie, szkoły, środowiska akademickie, a nawet prywatne domy…

Dziś już wracamy na Haiti.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/02/2018 w Uncategorized