RSS

Archiwum dnia: 09/01/2019

„Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”

Częścią naszej misji na Haiti jest… walka z przeciwnym wiatrem. Ten wiatr, to stosunek Haitańczykow do pracy, do słowności, terminowości i jakości. Od poniedziałku, po raz nie wiem już który, czekamy na robotników „naprawiających” niedoróbki z czasu budowy. Mieszkamy tu już prawie rok, a budowa wciąż nieskończona i oficjalnie nie „oddana”. Tymczasem po raz drugi popękały ściany, wiele razy miałyśmy powódź, bo przeciekają dachy, a hydraulika została zrobiona z najtańszych, nieodpowiednich rur, które ciągle się rozłączają, powodując albo brak wody, albo horrendalne rachunki za wodę (bo woda idzie w piach, o czym nie wiemy, bo rury rozłączają się też pod ziemią), albo zalanie domu.

Nie pierwsza to ekipa „naprawiająca”. Na poprzednich nauczyłyśmy się, żeby zabezpieczyć swoje rzeczy przed wpuszczeniem robotników, bo zasadą jest, że jedno „naprawiają”, drugie psują lub niszczą. Malują ścianę – trwale zachlapują podłogę. Uszczelniają ramę okna – odpada tynk w pokoju. Sklejają rury na dachu – rozsadza je w łazience. Już samo umówienie się z nimi, a potem czekanie, jest wyzwaniem. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby wzięli się za robotę wtedy, kiedy obiecali… A dla nas to oznacza zawieszenie (nigdy nie wiadomo, na jak długo) naszych normalnych zajęć, przygotowywanie i zabezpieczanie pomieszczeń i życie „na budowie”, w obecności obcych mężczyzn kręcących się po domu – nic przyjemnego…

W dodatku wczoraj wreszcie przyszła do nas fala faraonek. „Wreszcie”, bo wiedziałyśmy, że w końcu nadejdą. To mikroskopijne mrówki, które są w stanie wejść nawet do zakręconego słoika. W poprzednim mieszkaniu miałyśmy je wszędzie. To są mrówki wędrujące falami. Kiedy idą, naprawdę zaczyna się rozumieć słowo „inwazja”. Co gorsza: kiedy przyjdą – zostają już na zawsze i nie ma na nie sposobu (poza kiepskim wzrokiem – jeśli niedowidzisz, możesz udawać, ze ich nie ma). Dotąd miałyśmy w tym domu tylko te większe, czarne. Wczoraj położyłam się spać i szybko wyskoczyłam z łóżka. Fala przechodziła przez moją sypialnię.

Dziś ewangelia o Jezusie, który przychodzi do uczniów po wodzie. „Widział jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny”. Przychodzi do nich, wtedy wiatr się ucisza, a fale wygładzają…

Panie, przyjdź do naszej łodzi…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 09/01/2019 w Uncategorized