RSS

Powrót s. Marilyn

11 Sier

Zamieszki w Port-au-Prince spowodowały też kłopoty z powrotem s. Marilyn, która miała wracać w tym samym czasie. W dodatku, kiedy dowiedziałyśmy się, że znowu jest niebezpiecznie, ona była już w drodze powrotnej (czekała na samolot w Orlando, skąd miała lecieć na Haiti). Po doświadczeniach z odwiezieniem Agnieszki, wiedziałyśmy, że jej powrót nie jest dobrym pomyslem: nawet, jeśli doleci na Haiti, nie będzie mogła wydostać z się z lotniska, przejechać bezpiecznie przez stolicę i dotrzeć do Jacmel. Przy pomocy przyjaciół przesunęła więc swoj wylot o jeden dzień. Ale było wiadomo, że ten jeden dzień nie zmieni wiele w sytuacji na Haiti…

Wpadłyśmy na pomysł, by poszukać kontaktu z człowiekiem, który lata małym samolocikiem z Port-au-Prince do Jacmel. Dotąd nigdy z tego transportu nie korzystałyśmy, bo nie dość, że podobno bardzo drogi, to jeszcze bardzo nie ufamy haitańskiej technice i uważałyśmy, że bezpieczniej samochodem przez góry, niż samolocikiem ponad górami.

Ale ponieważ sytuacja była bez wyjścia, pojechałam na to, co w Jacmel nazywają lotniskiem, żeby się tam kogoś poradzić. Okazało się, że pilot jest… Amerykaninem! Roger – bo tak ma na imię – kontaktował się już z Erikiem, naszym przyjacielem- pilotem ze Stanów, lecieli już kiedyś razem, więc bez problemu zgodził się przywieźć s. Marilyn, a cena, którą ustalił, też była „życzliwa”. Tylko jak dowieźć s. Marilyn z lotniska w Port-au-Prince do punktu, z którego Roger mógł ją zabrać?

Nasz kierowca Fritz i Jean-Philippe zgodzili się pojechać w nocy, zanim jeszcze zacznie się kolejny dzień protestów, i odebrać Marilyn z lotniska, a potem przewieźć do samolotu Rogera. Oni tak nie rzucają się tutaj w oczy, jak my – z naszą bladą skórą i w jasnych habitach. Jako mężczyznom, łatwiej im też poradzić sobie ze staniem w korku bez toalety, czy ewentualnie spaniem w samochodzie.

Jak wiele już razy wcześniej i tym razem doświadczyłyśmy, że jest z nami Pan Bóg, choć bardzo nas ta sytuacja wystraszyła: baliśmy, czy nasi chłopcy dotrą bezpiecznie, czy Marylin doleci, czy uda się ją przewieźć. Baliśmy się, jak będzie wyglądał jej lot do Jacmel i jak powrót chłopaków samochodem…

Wszystko się udało. Pan Bóg jest miłosierny i łaskawy. Marylin w Jacmel, a wkrótce wrócili też bez szwanku nasi dzielni panowie…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/08/2018 w Uncategorized

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: