RSS

Los małych dzieci

19 Czer

Jest niedziela po południu – odbyła się spowiedź, Pierwsza Komunia i przyjęcie komunijne w naszym domu. Już posprzątane, ludzie poszli – wreszcie trochę wytchnienia i czas, by w blogu napisać coś więcej. Ale po kolei. 

W ostatni piątek o świcie przyszła do nas Nadia – matka małego Kensleya, którego już raz ratowałyśmy przed śmiercią, bo Nadia urodziła go bez żadnej fachowej pomocy i nikt nie wpadł na pomysł, że dziecku po porodzie trzeba zawiązać pępowinę. Kensley wykrwawiłby się na śmierć, gdyby nie nasza niezapowiedziana wizyta. Tym razem jego matka powiedziała, że ten 7-miesieczny chłopiec spadł z wysokiego łóżka na cementową podłogę i uderzył się w głowę. Poprzedniego dnia, odwiedzając z wolontariuszami sąsiadów, byłyśmy świadkami, jak Kensley wypadł na podłogę z rąk innego dziecka, z którym był pozostawiony. Dałyśmy więc matce pieniądze na „moto” (w Jacmel skutery służą za taksówki) i wizytę w szpitalu. 

Jedyną rzeczą, którą tam zrobiono, było obejrzenie dziecka z zewnątrz i wypisanie leków przeciwbólowych, po które zresztą przyszli do nas. 

Tego samego dnia Ania, pielęgniarka polskiego pochodzenia, która spędzała u nas poprzedni tydzień, poszła po raz ostani przed wyjazdem odwiedzić chorą osobę w sąsiedztwie. Dla bezpieczeństwa towarzyszyły jej nasze dziewczyny – Edwina i Rosmarie. Kiedy ludzie się dowiedzieli, że ktoś przyszedł z darmową pomocą medyczną, szybko wokół Ani zrobił się tłum, w którym Ania wypatrzyła poparzone dziecko. Dwulatek oparł się o palenisko, gdzie rodzina gotowała jedzenie. Oczywiście nikt z nim nie poszedł do lekarza… 

Drugie i trzecie zdjęcie poparzonego dziecka, które zamieściłam wczoraj, pokazuje małą siostrzyczkę Marceliny – jednej z „naszych” dziewczyn. Stefania ma 15 miesięcy. Kręciła się sama w haitańskiej kuchni i w pewnym momencie usiadła na metalowym palenisku, na którym były jeszcze żarzące się węgle. Ponoć już były w szpitalu, ale lekarz miał tylko nakrzyczeć na nie, że nie pilnują dziecka i odesłać do domu. Kazałam jechać jeszcze raz. Tym razem jedyną pomocą było wypisanie  leków, po które i tak dziewczyny wróciły do nas. Szpital jest nowy, wybudowany przez kanadyjski Czerwony Krzyż, ale nie ma żadnego wyposażenia ani nawet materiałów opatrunkowych czy leków.  W takich sytuacjach czujemy się bardzo bezradne…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19/06/2017 w Uncategorized

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: