RSS

Archiwum dnia: 19/06/2017

„Okazujemy się sługami Boga przez wszystko”

Trudna ta dzisiejsza ewangelia: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”. 

To Słowo przychodzi do mnie w momencie kryzysu. Chyba zawsze po dużych wydarzeniach duchowych i po prawie nadludzkim wysiłku, przychodzą kryzysy i pytania: czy było warto? Bo niektórzy wczoraj przyszli tylko, żeby się najeść, ubrać, coś dostać… Czy ta moja praca tutaj w ogóle ma sens? Czy dzięki takim wydarzeniom, jak wczorajsza uroczystość, ci ludzie znają Boga choć trochę bardziej? 

„Nie stawiajcie oporu temu, który czyni zło”…

Jak postępować, gdy ktoś oszukuje, wykorzystuje, okrada, gdy przy tym wszystkim jeszcze uważa, że mu się NALEŻY i to ZA DARMO?

Gdy tak siedziałam w milczeniu ze Słowem, Pan powoli wlewał nadzieję w moje serce. A co by było z Donaldsonem, gdyby nas tu nie było? Wilson, John Love, Rosemarie, Stephanie, Edwina, Jason, Jemleson, Fabiola i 80 innych nie poszłoby do szkoły lub by jej nie ukończyło. Jak by wygladało ich życie? Alberto, Jamson, Jean Phillipe, Beverly, Gasmer, Rosy, Vilcia i wielu innych nie otrzymałoby sakramentów – siły do pójścia Bożymi drogami. A gdzie mieszkałaby mała Monaszka i jej rodzina? A Ci chorzy ludzie w górach?

„Daj temu, kto cię prosi”…

Myślę, że nie raz wielu z Was tak się czuło w swoim życiu: że coś nie ma sensu, bo ludzie są niewdzięczni, trudni, roszczeniowi i niewierzący… Usiądźcie wtedy ze Słowem. Ono zmienia perspektywę:

„…okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez /objawy/ Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2Kor 6, 4-10)

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 19/06/2017 w Uncategorized

 

Pierwsze pełne uczestnictwo w Eucharystii

Zaangażowałyśmy wielu ludzi z naszej wspólnoty w przygotowanie tego święta. Młodzież robiła dekorację przez dwa dni, kucharki w tym czasie gotowały. My katechizowałyśmy tę piątkę dzieciaków przez 2 lata, a niektórych nawet dłużej. Pomagał nam Alex, młody chłopak z parafii św. Michała. Niestety: rodziny, jak to często bywa, niespecjalnie się zaangażowały. Wydawało się, że bardziej zależało im, by dzieci były pięknie ubrane, niż na samym sakramencie. Na mszę świętą przyszło mniej osób niż na przyjęcie. Jak w wielu miejscach na świecie, i tutaj widać, że Kościół zaniedbał ewangelizaxję dorosłych. Czujemy, że jest to też wyzwanie dla nas.

Dziś dziękujemy Bogu, że mimo przeszkód i trudności, pięcioro dzieci już w pełni może uczestniczyč w Eucharystii. Módlmy się dla nich o wiarę. 



 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19/06/2017 w Uncategorized

 

Pierwsza spowiedź

W sobotę w naszej kaplicy miałyśmy nabożeństwo pokutne i pierwszą spowiedź piątki dzieci, które przygotowywałyśmy do sakramentów. Zorganizowałyśmy wszystko „po felicjańsku”: dużo przed czasem wszystko dopięte na ostatni guzik. Ksiądz, matki lub opiekunki dzieci i dzieci – „po haitańsku”: pierwsze dziecko pojawiło się 10 min po czasie, ostatnie – 40 minut po czasie, a ksiądz… 45 minut po czasie, nieprzygotowany do wygłoszenia słowa i z pytaniem, czy aby… nie za dużo ludzi do spowiedzi. Widzę, że jestem tu na misji dla własnego nawrócenia: Pan Bóg bardzo wystawia mnie na próbę 😉

W ostatecznym rozrachunku wszystko jednak wypadło bardzo pięknie. Wydaje się, że dzieci dobrze przeżyły spowiedź, a ksiądz pochwalił nas, mówiąc, że były bardzo dobrze przygotowane. Po spowiedzi podarowałyśmy im bransoletki z napisem „Forgiven” („wybaczono”). 

 Najważniejsze, że liczba ludzi, którzy doświadczyli Bożego miłosierdzia znowu się zwiększyła!


 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19/06/2017 w Uncategorized

 

Los małych dzieci

Jest niedziela po południu – odbyła się spowiedź, Pierwsza Komunia i przyjęcie komunijne w naszym domu. Już posprzątane, ludzie poszli – wreszcie trochę wytchnienia i czas, by w blogu napisać coś więcej. Ale po kolei. 

W ostatni piątek o świcie przyszła do nas Nadia – matka małego Kensleya, którego już raz ratowałyśmy przed śmiercią, bo Nadia urodziła go bez żadnej fachowej pomocy i nikt nie wpadł na pomysł, że dziecku po porodzie trzeba zawiązać pępowinę. Kensley wykrwawiłby się na śmierć, gdyby nie nasza niezapowiedziana wizyta. Tym razem jego matka powiedziała, że ten 7-miesieczny chłopiec spadł z wysokiego łóżka na cementową podłogę i uderzył się w głowę. Poprzedniego dnia, odwiedzając z wolontariuszami sąsiadów, byłyśmy świadkami, jak Kensley wypadł na podłogę z rąk innego dziecka, z którym był pozostawiony. Dałyśmy więc matce pieniądze na „moto” (w Jacmel skutery służą za taksówki) i wizytę w szpitalu. 

Jedyną rzeczą, którą tam zrobiono, było obejrzenie dziecka z zewnątrz i wypisanie leków przeciwbólowych, po które zresztą przyszli do nas. 

Tego samego dnia Ania, pielęgniarka polskiego pochodzenia, która spędzała u nas poprzedni tydzień, poszła po raz ostani przed wyjazdem odwiedzić chorą osobę w sąsiedztwie. Dla bezpieczeństwa towarzyszyły jej nasze dziewczyny – Edwina i Rosmarie. Kiedy ludzie się dowiedzieli, że ktoś przyszedł z darmową pomocą medyczną, szybko wokół Ani zrobił się tłum, w którym Ania wypatrzyła poparzone dziecko. Dwulatek oparł się o palenisko, gdzie rodzina gotowała jedzenie. Oczywiście nikt z nim nie poszedł do lekarza… 

Drugie i trzecie zdjęcie poparzonego dziecka, które zamieściłam wczoraj, pokazuje małą siostrzyczkę Marceliny – jednej z „naszych” dziewczyn. Stefania ma 15 miesięcy. Kręciła się sama w haitańskiej kuchni i w pewnym momencie usiadła na metalowym palenisku, na którym były jeszcze żarzące się węgle. Ponoć już były w szpitalu, ale lekarz miał tylko nakrzyczeć na nie, że nie pilnują dziecka i odesłać do domu. Kazałam jechać jeszcze raz. Tym razem jedyną pomocą było wypisanie  leków, po które i tak dziewczyny wróciły do nas. Szpital jest nowy, wybudowany przez kanadyjski Czerwony Krzyż, ale nie ma żadnego wyposażenia ani nawet materiałów opatrunkowych czy leków.  W takich sytuacjach czujemy się bardzo bezradne…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19/06/2017 w Uncategorized