RSS

Archiwa miesięczne: Luty 2017

Przypatrzcie się ptakom niebieskim…

Kiedy rano weszłyśmy do kuchni, zastałyśmy tam… kolibra! Nie wiemy, jak się tam dostał – mamy siatki na oknach. Od dawna wiem, że kolibry żyją na Haiti, ale nigdy jeszcze nie widziałam go z tak bliska! Jest taki mały, a tyle w nim życia! Wierzę, że gdyby te ptaszki żyły na terenach, gdzie powstawała Biblia, Bóg uczyniłby z nich symbol czegoś pięknego! Szkoda, źe nie udało się zrobić mu zdjęcia – koliber jest naprawdę szybki!

Kiedy się widzi stworzenie tak pięknę, że aż trudno to opisać, przychodzi na myśl Dobra Nowina: „Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?” (Mt 6, 25-26)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/02/2017 w Uncategorized

 

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził… (Ps 8)

Dziś pełnia ksieżyca…

Czasem patrzę na księżyć i myślę: jeszcze sześć godzin temu świecił nad Polską… Dziś wydawał się szczególnie jasny i piękny, choć u nas dość pochmurna noc. Poprosiłyśmy przyjaciół w Polsce i Stanach, by zrobili zdjęcia. Ja też zrobiłam. Ten sam, ale nie taki sam…

Na Haiti:


W Polsce:


W Stanach:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/02/2017 w Uncategorized

 

Wieści z budowy

Powyżej – budynek na sprzęty i leki naszej mobilnej przychodni i pomieszczenia gospodarcze

Tutaj dom dla wolontariuszy

Domek dla rodziny gospodarzy, którzy pomogą nam w utrzymaniu i pilnowaniu terenu.

Miejsce na spotkania i zajecia z dziećmi

Fundamenty klasztoru
Jak widać – po haitańsku „praca wre” już trzeci rok 😉 Coś już jednak stoi…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 08/02/2017 w Uncategorized

 

Jemsie zaginął

Dziś jest święto św. Josephine Bakhita, patronki ludzi, którzy są sprzedawani i wykorzystywani na najróżniejsze sposoby. Kościół uczynił też dzisiejszy dzień dniem modlitwy za sprzedawane i wykorzystywane dzieci. Modląc się dziś rano, myślałam o tutejszych dzieciach w niewoli, tu nazywanej eufemistycznie „restavek” [‚byciem pozostawionym z kimś’]. Jednocześnie dziękowałam Bogu, że jakoś nie słyszałyśmy, aby w naszej wspólnocie jakieś dziecko zniknęło. Ale jakby w odpowiedzi na tę myśl już o 9 rano przyszła nasza sąsiadka i powiedziała, że zaginął Jemsie, siedmiolatek, który przychodził do nas na obiady i zajęcia. Uczestniczył też u nas w świetowaniu Bożego Narodzenia. Po świętach jego ojciec, który mieszka w Port-au-Prince z inną kobietą, zabrał Jemsiego od matki i obiecał, że pośle go do szkoły. Po jakimś czasie przyszła wiadomość, że po pierwszym dniu szkoły ojciec poszedł, by go odebrać, ale dziecka już nie było. Nie ma go już 24 dni. Nikt nie wie, czy ojciec mówi prawdę. Do tej pory nigdy się nie interesował synem. Nie wiadomo właściwie, co się stało, że nagle zechciał płacić za szkołę i wziąć chłopca do siebie. Nie ma do kogo zwrócić się o pomoc, kogo zapytać, nie ma jak sprawdzić, czy ojciec jest wiarygodny.

Modlimy się za Jemsiego i jego matkę…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 08/02/2017 w Uncategorized

 

Więcej i więcej

Wygląda na to, że z każdym dniem przybywa głodnych i potrzebujących, szukających u nas pomocy. Wydajemy coraz więcej posiłków. Ufamy, że „Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię”, na TĘ ziemię… (1Król, 17, 14b). Mamy też świadomość, że Haiti żyje z zagranicznej pomocy i że pomoc może przeszkadzać w stawaniu na własnych nogach. Często musimy stawiać sobie pytanie: pomagamy, czy szkodzimy? Znamy takich, co stąd wyjechali rozczarowani: bo zobaczyli, że dla wielu Haitańczyków utrzymywanie się z tego, co dostaną za darmo, stało się sposobem na życie. Innych wolontariuszy zniechęciła skala korupcji w tym kraju i dowody na to, że na zagranicznej pomocy korzystają tutejsi politycy i urzędnicy, okradając swoich rodaków i nie dbając o nikogo, prócz siebie.

Pewnie oglądając wczorajsze zdjęcia z kościoła, zwróciliście uwagę, jak inne były te dzieci z prywatnych dobrych szkół – dobrze odżywione, czyste i zadbane, w drogich mundurkach – od tych, które do nas przychodzą… Takie dzieci, z bogatych domów, też są na Haiti. Ale te dwa światy: bogatych i biednych, właściwie się tu nie spotykają. Bogaci nie chcą mieć nic wspólnego z biednymi. Czasem czujemy, że przychodząc z naszymi ubogimi do tej parafii bogatych, wprowadzamy zamieszanie.

Ale czy można nie przyodziać dosłownie nagich dzieci? Nie dać im butów, żeby mogły pojść do kościoła? Albo naprawdę głodnym dzieciom nie dać jeść, jeśli samemu się ma? Polityka nie jest zadaniem chrześcijan – naszym zadaniem jest nasze własne nawrócenie, a częścią nawrócenia – dzielenie się tym, co mamy. 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 08/02/2017 w Uncategorized

 

Msze dla dzieci pierwszokomunijnych

W każdą pierwszą niedzielę miesiąca w kościele św. Jakuba i Filipa odbywają się msze św. dla dzieci przygotowujących się do pierwszej komunii. Zabieramy tam wtedy i piątkę naszych podopiecznych, których w tym roku my przygotowujemy do sakramentów. Chcemy,  by sakramenty  nasze dzieciaki przyjmowały w strukturach tutejszego Kościoła. Więc choć msze i katechezy u nas w domu przeważnie mają księża-nasi sąsiedzi z drugiego piętra, to chrzty, komunie i bierzmowanie zawsze odbywają się w łączności z parafią. 

Może pomyśleliście, że kościół św. Jakuba i Filipa sfotografowany bez tła, wygląda, jak jeden z nowych kościołów w Stanach albo w Europie. I wcale nie jest to nietrafione spostrzeżenie: został wybudowany w ciągu ostanich trzech lat przez Konferencję Episkopatu USA w darze dla diecezji Jacmel. Jeździmy z dziećmi właśnie tam, bo w przyszłości będzie to nasza parafia – na jej terenie buduje się nasz nowy dom. 

Szkoda, że nie mogę tu zamieścić filmu – w mszy św. uczestniczyły dzieci z dobrej szkoły katolickiej, wystrojone odświętnie w swoich mundurkach. Śpiewały pięknie!





 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 06/02/2017 w Uncategorized

 

Dzień Życia Konsekrowanego

Co roku z okazji 2 lutego, Dnia Życia Konsekrowanego, biskup organizuje spotkanie. Również w tym roku otrzymałyśmy zaproszenie, program konferencji,  mszy św. i „czasu na bycie razem” – wszystko po francusku. Zdecydowałyśmy razem z s. Janet, że ze względu na język pojedziemy tylko na drugą część spotkania: mszę i adorację. Potem się okazało,  że wszystko było jednak po kreolsku, specjalnie ze względu na nas, A NAS NIE BYŁO!

Od początku naszego pobytu na Haiti wiedziałyśmy, że ludzie bogaci i lepiej wykształceni, w tym także Kościół katolicki posługują się j. francuskim jako j. urzędowym. My postanowiłyśmy jednak uczyć się kreolskiego, aby rozumieć niewykształconych i ubogich. Z tego powodu są momenty, kiedy trzeba znieść trochę upokorzenia, bo wszyscy wokół mówią po francusku – wielu nie rozumie zresztą naszego wyboru języka kreolskiego: dla Haitańczyków to jak zamknąć sobie drogę do awansu społecznego, do świata elit, do którego wszyscy chcieliby należeć. To prawda, że mamy z tego powodu trochę kłopotu: w urzędzie, w banku… Ale nie żałujemy. Może zresztą kiedyś zdobędziemy się też na naukę francuskiego?


 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 04/02/2017 w Uncategorized

 

Zamknij drzwi i idź na emeryturę

Próbujemy tutaj odpowiadać na potrzeby ludzi. Na różne sposoby. Karmić głodnych, łatać życie pogubionych… Ale czasami jest niemożliwe dawać tym ludziom tyle, ile by chcieli czy potrzebowali. 

Wczoraj miałam smutny dzień. Wśród różnych proszących nas o pomoc, przeważnie finansową (a mamy takich przynajmniej po dziesięcioro dziennie), pojawił się chłopak. Od niedawna mieszka w Jacmel, pewnie u jakichś krewnych, bo pochodzi z drugiego końca Haiti. Ma może szesnaście lat. Przychodzi do nas jeść. Uczestniczy w różnych zajęciach. Opłaciłyśmy mu szkołę, podręczniki i mundurek. Wczoraj poprosił o pieniądze na operację matki. Musiałyśmy odmówić: nie mamy pieniędzy. Wyszedł od nas i płakał. Pękało mi serce. Ale naprawdę nie jesteśmy w stanie…
Kilka dni temu miałyśmy poważną rozmowę z matką Monaszki – tej dziewczynki, która przyszła do nas naga, brudna i głodna, a teraz, dzięki naszym dobroczyńcom, chodzi do szkoły, wreszcie przybrała na wadze i się uśmiecha. Okazało się, że kobieta, z pieniędzy, które jej dałyśmy na opłacenie następnego semestru w szkole Monaszki, opłaciła jakieś swoje długi. Nie raz zdarzyło nam się, że ludzie prosili nas o pieniądze na jakieś dramatyczne potrzeby, a potem okazywało się, że zużywali je na coś innego. Kiedy się zresztą patrzy na ich życie, widać, że ciągle podejmują naprawdę niełatwe decyzje: opłacić szkołę dziecka, czy kupić jedzenie? Wykupić leki, czy oddać długi? Zapłacić za mieszkanie czy pojść z dzieckiem do lekarza?
Mimo tego, ze dość często ludzie nas tu zwyczajnie oszukują albo „biorą na litość”, bo wydaje się im, ze jeśli powiedzą prawdę – nie otrzymają pomocy, staramy się rozeznawać ich potrzeby i pomagać na tyle, na ile mamy środki. Temu chłopcu nie możemy pomóc. Nie znamy jego rodziny, nie możemy sprawdzić, jaka jest tam naprawdę sytuacja – mieszkają za daleko. Jego samego też jeszcze nie znamy za dobrze – jest z nami zbyt krótko… Wiemy też, że wieści rozchodzą się bardzo szybko: dajemy jednemu i natychmiast pod drzwami pojawia się kilkunastu następnych z takimi samymi albo nawet bardziej dramatycznymi potrzebami. Co robić w takich sytuacjach?
Czytam słowa papieża Franciszka przytoczone przez hiszpański dziennik El Pais:
 „Kiedy się czyta Dzieje Apostolskie, listy św. Pawła, tam był raban, były problemy, ludzie byli poruszeni. Był ruch i był kontakt z ludźmi. 

Osoba znieczulona [ksiądz, zakonnica] nie ma kontaktu z ludźmi. Broni się przed rzeczywistością. Jest znieczulona. I dzisiaj jest wiele sposobów, by się znieczulić na życie codzienne. I to jest klerykalizm: ja tu – a ludzie tam. 
Ty jesteś pasterzem tych ludzi! Jeśli nie troszczysz się o nich i przestajesz się nimi opiekować, zamknij drzwi i idź na emeryturę”.

Nie chcę być znieczulona – wtedy moja obecność tutaj nie ma sensu. 

Bardzo smutny dzień…

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 04/02/2017 w Uncategorized

 

Zabawa w kotka i myszkę

W schowku rozmnożyły się myszy. Nie pierwszy raz. Trzeba po raz kolejny dać im do zrozumienia, że nie są tu mile widziane. Tylko kto ma zrobić? Ja się boję, s. Marylin pojechała do Port-au-Prince po leki dla naszej przychodni (zresztą też się boi). Więc Alberto macha szczotką, Edwina i Melinda piszczą ze strachu i histerycznie chichoczą, a jaszczurka… pęka ze śmiechu 😄



 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/02/2017 w Uncategorized

 

Dziś świętujemy

Na początek dnia – msza święta na święto Ofiarowania Pana Jezusa. Poświęcenie świec i procesja na wejscie. Dzięki obecności madame Omanie miałyśmy nawet specjalną oprawę muzyczną. Na koniec otrzymałam błogosławieństwo urodzinowe. Potem okazało się, że s.Marilyn upiekła sernik z jagodami z sera i galaretki przywiezionej ze Stanów. 

Na 15.00 zaprosiłyśmy młodzież i dzieci. Tego dnia świętowaliśmy urodziny czterech naszych podopiecznych i moje. Zorganizowałyśmy grę w bingo – to dla naszych dzieciaków ulubiona forma świętowania, bo każdy dostaje jakąś nagrodę. Nie zabrakło, oczywiście, słodyczy i napojów. A ja dostałam stos liścików z życzeniami. Taki tu mają – uważam że piękny – zwyczaj: na urodziny przychodzi się z dobrym słowem wypisanymi na czym kto ma (dobrze jest samemu przygotować na ten cel uroczystą kartkę). Moje życzenia możecie obejrzeć na zdjęciach poniżej – niektóre dzieci postarały się nawet specjalnie dla mnie napisać po angielsku! 

Poźniejszym popołudniem spotkanie z ekipą naszej mobilenej przychodni (przynieśli dla mnie urodzinowy tort!), a na zakończenie tego dnia – adoracja przed Najświętszym Sakramentem. Bogu niech będą dzięki!

 









 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 02/02/2017 w Uncategorized