RSS

Archiwum dnia: 30/11/2016

Rosamita (2)

Zaczęłyśmy szukać sierocińca. Nie jest to tutaj łatwe. Jak zawsze w krajach, gdzie panuje korupcja, na wszystko trzeba mieć papiery, pozwolenia, świadectwa. A Rosamita nie ma żadnych dokumentów. Dziecko, które nie istnieje – ani dla swoich rodziców, ani dla państwa. W dodatku sierocińce tutaj to umieralnie. Różne zagraniczne organizacje dają pieniądze na ich utrzymanie, ale rzadko kiedy te środki naprawdę są przeznaczane na dzieci… W końcu coś znalazłyśmy – dzięki Tani z Kanady, która zajmuje się w okolicy Jacmel działalnością dobroczynną. Ale sierociniec mógł nas przyjąć dopiero następnego dnia. Rosamita spędziła więc noc u nas…
Pojechałyśmy tam następnego dnia z ojcem Rosamity i dzieckiem. Ładne miejsce, założone przez amerykańską wspólnotę baptystów, a prowadzone przez Haitańczykow. Bardzo życzliwy dyrektor. Przyjął nas i dziękował za to, co robimy dla Haiti. Oprowadził po sierocińcu. To kilka prostych baraków, ale w środku czysto, ładne tapczaniki dla dzieci, półki na drobiazgi, na zewnątrz plac zabaw i dużo zieleni. Na terenie jest lekarz i dentysta. Dzieci – około pięćdziesiątki – chodzą do szkoły. Ucieszyło nas, że wychowawczynie wyglądały na życzliwe i troskliwe w stosunku do dzieci. Dzieci też wydawały się radosne. Ponoć to najlepszy sierociniec na południu Haiti. 
Smutno nam było zostawiać tam Rosamitę, ale wiemy, że to dla niej błogosławieństwo. Wychowawczyni maluchów ma pod opieką tylko dwójkę – Rosamita będzie miała nieporównanie lepiej, niż ze swoimi nieodpowiedzialnymi rodzicami. Mam pokoj w sercu – Bóg jest dobry…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/11/2016 w Uncategorized

 

Rosamita (1)

To były dwa smutne dni… Najpierw dowiedziałyśmy się, że oszukuje nas dziewczyna, której bardzo ufałyśmy i pomagałyśmy na różne sposoby. Udawała, ze chodzi do szkoły, a pieniądze z czesnego przeznaczała na inne cele. A potem wizyta ojca dziecka Christelli i wiadomość, że Christella porzuciła Rosamitę u niego, a on od ośmiu już dni zostawia ją na całe dnie samą (roczne dziecko!), bo musi chodzić do pracy. Przyniósł nam ją i zostawił. Wykąpana przez nas, ubrana i nakarmiona odzyskała trochę życia. Bardzo grzeczne dziecko – w ogóle nie płacze, ciągle się uśmiecha i coś tam sobie gaworzy pod nosem. Ma już rok – powinna chodzić, a ona ledwo sama siedzi… Bardzo smutny los… Nie możemy jej przecież zatrzymać u nas.

 Spróbuje do bloga dołączyć zdjęcia. Nie wiem, czy się uda – nie ma wifi, bo od wielu już dni nie mamy prądu. 


 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/11/2016 w Uncategorized