RSS

Archiwum dnia: 01/10/2016

„Bóg Cię stworzył, abyś mógł kochać…”

Taki napis znajduje się na koszulkach przywiezionych przez Toni. Koszulki bardzo się przydały na rozpoczęcie roku katechetycznego. W tym roku znowu będziemy miały kilka grup dzieci, młodzieży i dorosłych. Nasze „rozpoczecie roku” to specjalna modlitwa dla dzieci, a potem modlitwa z adoracją dla młodzieży. Na koniec – wspólne zdjęcie 😉

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/10/2016 w Uncategorized

 

Monaszka

Każdego roku nowe dzieci pojawiają się w naszym sąsiedztwie i przychodzą do nas po pomoc. Przyczyną tej migracji jest bezdomność i bieda. Kiedy w okolicznych wioskach rodzą się kobiecie kolejne dzieci, a ona nie jest już w stanie wszystkich wykarmić, albo kiedy starsze dziecko usamodzielnia się na tyle, by mogło jakoś samo się sobą zająć, jest posyłane do miasta, żeby tam – u krewnych – szukało okazji do zarobku albo pójścia do szkoły. Tak też było z czteroletnią Monaszką. Pierwszy raz przyszła do nas z wrzodami na głowie i wzdętym z głodu brzuchem. Dziecko z poważną twarzą kogoś, kto już niejdnego doświadczył. Była boso, w podkoszulku dorosłego człowieka, pod którym nie miała nic. Dałyśmy jej japonki na stopy i sukienkę uszytą z powłoczki na poduszkę, bo tylko to miałyśmy dla takiego malucha. Zabrałyśmy ją też do lekarza, który dał dla niej leki na wrzody. 

Teraz Monaszka przychodzi do nas codziennie, je z innymi dziećmi i uczestniczy w zajęciach. Zadbałyśmy też o posłanie jej do szkoły.

Kilka dni temu odwiedziłyśmy tę szkołę. Zastałyśmy tam sytuację po jakiejś awanturze. Jedno dziecko stało w kącie i przeraźliwie płakało. Okazało się, że to właśnie Monaszka. Została zbita przez nauczycielkę. Bicie, i to nie klaps, ale porządne lanie, jest tutaj normalną „metodą wychowawczą”. Monaszka miała podobno przeszkadzać w zajęciach. Przytuliłam ją i próbowałam z nią porozmawiać, ale ona tylko prosiła, żeby nie musiała już tu dłużej zostawać. W grupie są dzieci w różnym wieku i jedne zajęcia dla wszystkich. Monaszka jest jedną z najmłodszych. Niektóre dzieci wyglądały na dwa razy starsze od niej. Ale nie ma wyjścia – jeśli dziewczynka nie pójdzie do najbliższej szkoły – wyląduje na ulicy. Nikt z rodziny nie będzie się nią w żaden sposób zajmował. Wytłumaczyłam jej więc, że powinna zostać.

Kiedy zaczęłyśmy się jednak dowiadywać o szczegóły, okazało się, że dziewczynka nie miała zeszytu i ołówka, aby uczestniczyć w tym, co się działo w klasie. Że nie chce chodzić do szkoły, bo czuje sie gorsza. 

Próbujemy więc wyposażyć ją teraz w to, czego potrzebuje, aby zmienić jej sytuację.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/10/2016 w Uncategorized

 

Szkoła? Hurra!

Wielu z Was na różne sposoby wspiera nasze wysiłki posyłania tu dzieci do szkoły. Uważamy, że to jest ta część misji felicjanek na Haiti, która najbardziej przyczynia się do zmiany tego świata na lepszy. Na Haiti, o czym już nie raz pisałam, duża część dzieci nie chodzi do szkoły, bo rodziny na to nie stać. Jednym z takich dzieci jest Donaldson. Jest dzieckiem porzuconym przez rodziców. Ojca nie zna wcale, a o matce wie tylko tyle, że go nie chciała. Donaldson jest dzieckiem szczególnie dotkniętym przez życie. Śpi kątem u jakichś ubogich krewnych, którzy ledwo tolerują jego obecność, zwłaszcza, że Donaldson choruje na egzemę. Z tego też powodu, mimo że ma już pewnie ok. 8-9 lat, nie chciała go żadna szkoła, do której próbowałyśmy go zapisać. 

Kiedy się do nas przybłąkał jakieś dwa lata temu, miał zakażone rany na całym ciele, był brudny, wystraszony i potwornie śmierdział. Zajęli się nim nasi medycy, ale nie byli w stanie mu pomóc. Leczyli go na świeżb, a leczenie nie przynosiło skutków. Nie można też było nakłonić rodziny, żeby zaczęła dbać o jego higienę. Teraz chłopiec już sam wie, jakie to ważne, i tak jak umie – sam sobie pierze i sam się myje. Znalazła się też lekarka w Stanach, która podjęła się jego leczenia zdalnie. Po dwóch latach Donaldson wygląda lepiej, a jego nieuleczalna choroba wydaje się jako tako opanowana. Ale ponieważ dzieci na Haiti noszą mundurki szkolne z krótkim rękawem i szortami, każda szkoła, kiedy tylko wychodziła na jaw choroba Donaldsona, wyrzucała go bez skrupułów ze strachu przed zarażeniem, choć tłumaczyłyśmy, że egzema nie jest zakaźna. 

W końcu wpadłyśmy na pomysł, by mu uszyć mundurek  z długimi rękawami i nogawkami. Znalazłyśmy  szkołę, która się na taki układ zgodziła – szkoła biedna i chyba byle jaka, ale Donaldson jest bardzo dumny – odzyskał godność i może być jak inne dzieci. Będzie się uczył czytania i pisania! Widzimy, że pójście do szkoły to dla niego najważniejsze wydarzenie w życiu. Dla takich chwil warto tu być…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/10/2016 w Uncategorized