RSS

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy, drugi, trzeci… (Rodz 1, 5; 8; 13)

07 Wrz

Wczoraj nareszcie, po długim czasie oczekiwania, dojechał do nas kontener wysłany przez zaprzyjaźnioną panią Ann Marie Zon ze Stanów. Choć jest osobą świecką, czuje się misjonarką z powołania. Założyła organizację pomocową dla Nikaragui i zajmuje się wysyłaniem tam kontenerów z pomocą materialną. Od ubiegłego roku także naszą misję objęła swoim programem. Tym razem zawartość kontenera przeznaczona jest dla nowego seminarium diecezjalnego Jacmel i dla szpitala. Kontener wypłynął ze Stanów 3 sierpnia, do stolicy Haiti przybył po 19 dniach. 22 sierpnia dla nas zaczał się wyścig z czasem: odebrać kontener z portu jak najszybciej, bo za każdy dzień postoju płaci się bajońskie sumy. Potrzebowałyśmy listów polecających od biskupa, prośby tutejszego Caritas o zwolnienie z podatku, pozwolenia z dwóch ministerstw. Formalności nie załatwia się osobiście, tylko przez wynajętego pośrednika (za którego też się słono płaci, ale nauczyłyśmy się już na pierwszym kontenerze, że urzędnicy robią mniej problemów, kiedy sprawy załatwia pośrednik, więc teraz już płacimy bez szemrania). Mamy szczęście: zaprzyjaźniłyśmy się z kobietą, Nicole, która już raz dla nas sprawy kontenera załatwiała. Więc teraz wszystko poszło w miarę sprawnie. 

Kiedy już formalności były załatwione, otrzymałyśmy wiadomość, że możemy przyjechać do Port-au-Prince, zapłacić za pierwszy etap, a następnie wynająć firmę, która ten ogromny kontener przewiezie krętymi dróżkami przez góry do Jacmel. Tak też zrobiłyśmy. Tego samego dnia przewoźnik obiecał, że natychmiast odbiera kontetner z portu i wyrusza.

Wróciłyśmy więc szybko do domu (to znaczy w trzy godziny, bo tyle mniej więcej zajmuje droga do Jacmel), zorganizowałyśmy mężczyzn do rozładowania kontenera (tu też liczy się czas – płacimy za dzierżawę kontenera) i czekamy… Czekamy, czekamy i… nic. Kontenera ni widu, ni słuchu. „I tak upłynął wieczór i poranek – pierwszego dnia”. Nastepnego dnia znów oczekiwanie, a potem wiadomość, że transport jest już w połowie trasy, w miejscowości Carefour. Więc znów zwołanie chłopaków i oczekiwanie do późnej nocy. I coraz częściej myśli: coś się stało? Wypadek? A może uprowadzenie? „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi”. Trzeciego dnia rano kontenera dalej nie było. Porządnie zaniepokojone dzwoniłyśmy do firmy przewozowej, ale tam nas stale ktoś zbywał. W końcu kolejna osoba dopatrzyła się, że… kontener wciąż stoi w porcie i trzeba zapłacić za jego postój, bo inaczej nie zostanie wydany! 
Haiti!
Nicole była już wtedy na wakacjach, ale odważyłyśmy się do niej zadzwonić z prośbą o pomoc. Załatwiła z firmą przewozową, że opłacą w porcie zaległość i wykonają to, na co się z nami umawiali. Kilka godzin później kontener był już w Jacmel. 
Tu poszło gładko, bo mogłyśmy mieć wpływ na przebieg wydarzeń. Rozładowane i posegregowane przesyłki szybko trafiły do adresatów.
Kiedy widać radość obdarowanych, zapomina się o wszystkich troskach. Jeden z chlopaków, którzy pomagali, dostał z kontenera materac. Ze łzami dziękował, bo do tej pory całe życie spał na kartonach! Dziekujemy Bogu za Ann Zon i ludzi, którzy chcą pomagać tym, którzy maja mniej albo nic. „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – trzeciego dnia…”.

   
    
    
    
    
 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 07/09/2015 w Uncategorized

 

One response to “I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy, drugi, trzeci… (Rodz 1, 5; 8; 13)

  1. Halina

    07/09/2015 at 15:14

    cała szczeście,że nie trwało to do poranka dnia szóstego…
    Ależ trzeba dużo cierpliwości….

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: