RSS

Archiwa miesięczne: Maj 2013

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie…” Mk 10,14

Nigdy nie wiemy, kto do nas przyjdzie i z jaką potrzebą, ale jedno wiemy: na pewno przyjdą. Dziś odwiedziło nas kilku chłopaków: z bólem ucha i mocnymi zadrapaniami na nogach. Widzimy, że Haitańczycy zwracają się do nas naprawdę ze wszystkim: kiedy nie mają za co wykupić recepty, ale i kiedy nie mogą pójść do lekarza, w problemach dużych i błahych. Czasem widzimy, że problem to tylko pretekst, by do nas przyjść. I cieszymy się, że możemy być użyteczne, a jeśli nawet nie możemy pomóc – że pukają do naszych drzwi, bo nam ufają.

20130510-220038.jpg

20130510-220114.jpg

20130510-220212.jpg

20130510-220245.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10/05/2013 w Uncategorized

 

„Spadł deszcz […] zerwały się wichry i uderzyły w ten dom” (Mt 7,25)

Niemal codziennie jest tu burza albo przynajmniej ulewny deszcz, ale dzisiejszego wieczoru to nie był zwykły deszcz. Prócz błyskawic, grzmotów i ulewy, pojawił się tak silny wiatr, że naprawdę nas nastraszył. Pozrywał nam obrazy ze ścian, a woda wlewała się wszędzie. Jeśli to jeszcze nie był huragan, zastanawiam się, jak to bedzie w porze huraganów, która zaczyna się w lipcu…

Próbowałyśmy w tej nawałnicy zrobić dla was zdjęcia, ale niewiele na nich widać przez ścianę deszczu. Uwierzcie mi: tu można się nauczyć szacunku dla siły przyrody…

Sprzątając wodę modliłyśmy się za tych, którzy w takich okolicznościach nie mają schronienia…

20130508-223350.jpg

20130508-223403.jpg

20130508-223418.jpg

20130508-223429.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 08/05/2013 w Uncategorized

 

„Paweł… nie unikał kontaktów na rynku z ludźmi o całkiem innych przekonaniach” (Dz.Apost.17,17)

Raz w tygodniu robimy zakupy na otwartym targowisku. Kupujemy warzywa i owoce. Początkowo zawsze brałyśmy kogoś z sobą, nie tylko z powodów językowych, ale również dlatego, że nie miałyśmy własnego transportu. Teraz jesteśmy już samodzielne. S. Marilyn jest kierowcą, ja umiem się targować 😉 Targowanie się jest czymś, czego ludzie się tutaj spodziewają. Pierwsza cena jest z zasady zawyżona. Sprzedający są zdumieni, gdy się czasem nie targujemy, więc musiałyśmy się tego nauczyć. Pytam o cenę, robię minę znawcy i mówię coś w stylu: „ILE?!!! To za drogo!!!” Sprzedawca udaje oburzenie, ale obniża cenę. Czasem runda trwa po kilka razy, aż w końcu wszyscy są zadowoleni.

Targowisko to także dobra lekcja kreolskiego. Na poczatku ludzie dziwili się widząc nas na rynku. Teraz znamy już tu wielu stałych bywalców. Pozdrawiamy się nawzajem, rozmawiamy, staramy się głosić Dobrą Nowinę…

20130507-214508.jpg

20130507-214530.jpg

20130507-214553.jpg

20130507-214635.jpg

20130507-214652.jpg

20130507-214736.jpg

20130507-214831.jpg

20130507-214915.jpg

20130507-214930.jpg

20130507-215009.jpg

20130507-215057.jpg

20130507-215316.jpg

20130507-215331.jpg

20130507-220113.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 07/05/2013 w Uncategorized

 

Cieszymy się widząc, jak doceniają małe, proste rzeczy…

Musiałyśmy podzielić naszą klasę j. angielskiego na dwie grupy z powodu liczebności i zróżnicowania wieku. Mamy także kilku starszych „studentów”, którzy przychodza uczyć się angielskiego z programu komputerowego indywidualnie. Wśród nich (na zdjeciu) jest Norma, pielegniarka, która chce pracować z nami w naszym mobilnym ambulatorium. Nasze popołudnia są zawsze bardzo wypełnione aż do późnego wieczora. Mimo zmęczenia, czujemy ogromną radość z tego, co robimy, a nasi uczniowie to bardzo wdzięczne dzieciaki. Naprawdę potrafią docenić małe, proste rzeczy: zeszyt, kolorowankę, ołówek, ale przede wszystkim „manje” (jedzenie): ryż z fasolą i szklankę wody. Ich radość dodaje nam skrzydeł.

Każdego wieczoru pod latarniami przy naszym domu spotykamy też młodych ludzi z ksiąźkami i zeszytami. Przychodzą tutaj się uczyć, ponieważ w domu nie mają elektryczności. Na Haiti trzeba się dzielić wszystkim, co się posiada. Nawet latarnią uliczną…

20130507-210734.jpg

20130507-210825.jpg

20130507-210846.jpg

20130507-210956.jpg

20130507-211016.jpg

20130507-211041.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 07/05/2013 w Uncategorized

 

Poświęcenie samochodu

W niedzielę po mszy św. w kaplicy biskupa, biskup Launay poświęcił nasz samochód i zawiesił na lusterku wewnątrz na znak błogosławieństwa różaniec z krzyżykiem bedyktyńskiem.

20130506-222027.jpg

20130506-222056.jpg

20130506-222113.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 06/05/2013 w Uncategorized

 

Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość…

Jeden z haitańskich księży powiedział nam na poczatku naszej misji tutaj, że trzy najważniejsze cechy, które powinien mieć misjonarz na Haiti to: 1. cierpliwość, 2. cierpliwość i 3. cierpliwość. Jak bardzo to prawda! Cztery i pół miesiaca temu kupiłyśmy samochód. Od tego czasu czekałyśmy na możliwość jego odbioru. Dzisiaj w końcu nasz samochód jest nasz! Przyjechałyśmy nim ze stolicy do Jacmel!

W środę (1 maja) pojechałyśmy do Port-au-Prince, przenocowałyśmy w domu Yvona i w czwartek rano pojechałyśmy do dilera, u którego kupiłyśmy samochód. Wiele razy wcześniej nas zwodził, obiecywał gruszki na wierzbie, potem wiele razy nie odbierał telefonu, aż w końcu dał znać, że możemy przyjeżdżać, załatwić „ostatnie formalności” (na Haiti to może oznaczać WSZYSTKO, łącznie z kolejnymi tygodniami czekania). Ale już wjeżdżając na jego teren zobaczyłyśmy samochód w kolorze kremowym i wiedziałyśmy, że to nasz! Wiedziałysmy też, że za nic nie pozwolimy znowu się spławić i nie wyjedziemy stamtąd bez samochodu!

Nasza prowincja kupiła nam samochód terenowy – tylko takie radzą sobie tutaj w górach i na haitańskich bezdrożach. Zresztą kiedy wybierałyśmy – jeszcze nie wiedziałyśmy, co znaczy taki zakup na Haiti, więc dałyśmy się namówić dilerowi na samochód, który „już jest na Haiti, więc oczekiwanie będzie krótsze” (jak widzicie „krótsze” ma tu inne niż w Polsce czy Stanach znaczenie). Samochód, który kupiłyśmy, to nie najnowszy model, ale auto nieużywane i mamy nadzieję trwałe i mocne. Chcemy jeździć w miejsca, w które nikt nie dociera z pomocą, bo chcemy być tam, gdzie żyją najbardziej potrzebujacy. Mamy też nadzieję, że wkrótce uda nam sie utworzyć ruchome ambulatorium. Samochód bedzie również autobusem dla naszych wolontariuszy i wszystkich potrzebujących. Same przez cały nasz pobyt tutaj wiele razy korzystałyśmy z samochodów pożyczonych – taki jest tu zwyczaj między chrześcijanami, by dzielić się tym, co mają. My też będziemy więc służyć swoim samochodem tym, którzy nas poproszą. Nasz nissan według papierów może pomieścić 8 osób, ale na Haiti obowiązuje zasada: „wchodzi tyle, ile trzeba” 😉

Na końcu są i nasze potrzeby. Tu zwkle msze św. odbywają się przed wschodem słońca, kiedy temperatura jest jeszcze znośna. Chodzenie pieszo w ciemnościach jest jednak niebezpieczne, tu nie ma żadnego ulicznego oświetlenia, za to mnóstwo podejrzanych zaułków, porwania i wiele innego zła. Teraz będziemy mogły jechać na mszę św. bezpiecznie i bez strachu. Wreszcie też nie bedziemy mysiały płacić za przywiezienie nam wody pitnej w baniakach czy butli gazu do gotowania, a wyprawy po żywność nie będą już uzależnionego od tego, kto i kiedy może nas zawieźć. Wreszcie staniemy na własnych nogach!

Po obejrzeniu samochodu i podpisaniu dokumentów musiałyśmy czekać na jakiegoś inspektora – dopiero po jego oględzinach samochodu (nie wiemy, czemu to służy – samochód jest przecież nowy) rozpocznie sie proces „przyznawania” nam stałych tablic rejestracyjnych. Teraz dostałyśmy tylko tablice tymczasowe (na Haiti każda okazja do pobrania od ciebie dodatkowych pieniędzy jest dobra).

Inspektor nie wiadomo czemu nie pojawił się wcześniej (przecież samochód stoi już kilka miesięcy!). Powiedział, że będzie w czwartek o 8.00 i my też pownnyśmy być. Przyjechał o… 11.30. „Inspekcja” trwała… 3 minuty. Po tym ostatnim (przepraszam: NA PEWNO NIE OSTATNIM) akcie formalności w końcu mogłyśmy wyruszyć naszą „feliterenówką” do Jacmel. Tym razem jeszcze z kierowcą „pożyczonym” od Ivona, który uznał, że s. Marilyn (która będzie naszym głównym kierowcą) musi się jeszcze podszkolić.

(bloga piszę już z domu w Jacmel – ten dopisek, byście wiedzieli, że „feliterenówka” spisała się świetnie i dowiozła nas na miejsce!)

Bogu niech będa dzięki!!!

Na pierwszym zdjęciu: jeszcze u dilera.
Na drugim: pod domem Ivona. Mężczyźni wszędzie są tacy sami: czego oni szukają pod tą maską?! Najważniejszy jest przecież kolor samochodu! 😉

20130503-213850.jpg

20130503-213912.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 03/05/2013 w Uncategorized

 

Święto św. Filipa i Jakuba

Dziś diecezja Jacmel obchodziła patronalne święto św. Filipa i Jakuba. Eucharystia trwała prawie 4 godziny, a miejsce świętowania było pięknie ozdobione kwiatami, owocami i warzywami.

Po południu wyjechałyśmy do Port-au-Prince. Dziś (a może nawet więcej niż tylko dziś) nocujemy u Ivona, bo po raz kolejny przybliżyła się nadzieja na odbiór samochodu, który zakupiłyśmy w grudniu. Jeszcze „tylko” kilka kolejnych „formalności”… Proszę: módlcie się w tej sprawie.

20130501-213830.jpg

20130501-213929.jpg

20130501-214034.jpg

20130501-214108.jpg

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/05/2013 w Uncategorized