RSS

Część 3: „Nie lękaj się…” 1 Ks.Król. 17,13

11 List

Na piątek 9 listopada zaplanowaliśmy powrót z Jérémie do Port-au-Prince. Don i Dan mieli bilet na samolot do Stanów na sobotę. Wyruszyliśmy o 6.45, po mszy św. i śniadaniu. W nocy wiał bardzo silny wiatr, ale z braku doświadczenia ani ja, ani s. Marylin nie myślałyśmy, że to może mieć związek z naszą podróżą. Zaczęło padać, jak tylko wyjechaliśmy z Jérémie. Próbowaliśmy po drodze kupić chleb na podróż, ale się nie udało. Jechaliśmy więc bez żadnego prowiantu. Gdy wjechaliśmy w góry, deszcz się nasilił. To już była prawdziwa ulewa. Musieliśmy jechać wolno po śliskiej, górskiej drodze, która stała się teraz rynną wypełnioną wodą, kamieniami i błotem. Naprawdę czułam, że trzeba bardzo się modlić. Więc modliłam się z lękiem w sercu, by Pan posłał nam aniołów na ratunek. Kiedy po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do wioski Duchity, zatrzymał nas jakiś mężczyzna i powiedział, że dalej nie ma sensu jechać: rzeka, która tam przecinała drogę, zamieniła się w rwący żywioł, wylała poszerzając swoje koryto i nie można jej przekroczyć. Staliśmy więc tam i czekaliśmy w samochodzie. Osiem godzin wyczekiwania z nadzieją, że deszcz ustanie i woda w rzece opadnie. Byliśmy za daleko, by wracać do Jérémie, poza tym Don i Dan mieli nazajutrz samolot powrotny do domu. Modliliśmy się, jak za czasów Noego, by Pan zatrzymał ulewę…

W końcu byliśmy już zdesperowani i głodni. Zdecydowałyśmy się na obiad w przydrożnej haitańskiej „restauracji”, którą tamtejsi ludzi nazwali dość niepokojąco: „Pod Psem”. Nie pytajcie mnie, co to znaczy… Byliśmy wszyscy głodni i trochę wystraszeni. Danie, które kupiliśmy, okazało się nawet smaczne, może zresztą po wielu godzinach stresu i głodówki każde jedzenie poprawiłoby nam nastrój.To, że teraz piszę te słowa oznacza, że danie było rownież bezpieczne dla zdrowia (w każdym razie na krótki dystans). Jedliśmy więc „Pod Psem” tradycyjne haitańskie danie: ryż z fasolą, z bakłażanem i kawałkami słoniny. Słoninę – jako najbardziej podejrzany składnik dania, oddałyśmy głodnym i wychudzonym psom, biegającym wokoło z nadzieją w oczach. To, że były wychudzone, trochę nas uspokoiło, że „pies” w nazwie tego miejsca nie może być związany z zawartością naszych talerzy 😉

W końcu obok naszego samochodu pojawił się młody człowiek, wolontariusz – wyobraźcie sobie – z Nowego Jorku! W środku haitańskij dżungli, w miejscu naszego uwięzienia, odnajduje nas Martin, który w Stanach jest niemal naszym sąsiadem, i mówi, że niedaleko stąd znajduje się katolicka parafia św. Michała. Archanioła Michała. ARCHANIOŁA. Martin mieszkał tam z innymi wolontariuszami. Zaprosił nas do siebie, jednak my postanowiliśmy jeszcze (goście ze Stanów za kilkanaście godzin mieli samolot!) podjechać bliżej rzeki i tam na własne oczy przekonać się o sytuacji. Nad rzeką stała już kolejka innych samochodów osobowych i ciężarówek. Kiedy jednak zobaczyliśmy zatopionego w nurcie czerwonego pick-upa, który minał nas kilka minut wcześniej, pomyśleliśmy, że marne nasze szanse na przeprawę. Czerwony pick-up próbował desperacko przekroczyć rzekę, niestety: nie udało mu się. Bogu dzięki, ludzie z tego samochodu wydostali się na brzeg. Samochody ciężarowe, licząc na swoją masę, która mogła skuteczniej stawić czoła nurtowi, raz po raz próbowały pokonać wodę. Kilku bardziej obciążonym i z wysokim zawieszeniem to się nawet udało. Ale w końcu jedna z ciężarówek została zepchnięta przez rwącą wodę i zagrodziła najpłytsze miejsce, co jeszcze bardziej nierealnym uczyniło nasze marzenie o przekroczeniu rzeki. Kiedy na własne oczy zobaczyliśmy ludzi uwięzionych w samochodzie na środku rwącego nurtu, ludzi, którzy musieli tam pozostać przez wiele godzin, jeszcze raz uświadomiłam sobie, jak straszne bywa tu życie Haitańczyków. Zrozumieliśmy też wszyscy, jak nie do pozazdroszczenia jest nasze własne położenie w tej sytuacji. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w maju ubiegłego roku, gdy ta sama rzeka wylała, cały autobus ludzi zatonął dokładnie w tym miejscu. Nie uratował się nikt z trzydziestu pasażerów. Prąd wezbranej górskiej rzeki zabija na Haiti tak, jak trzęsienia ziemi, huragany i ubóstwo.

Tymczasem zaczęło się ściemniać i deszcz nie ustawał. Wiedzieliśmy, że przez dłuższy jeszcze czas nie będzie możliwości przejazdu. Zdecydowaliśmy się schronić pod skrzydła Archanioła Michała. Yvon jest wspaniałym kierowcą, nawet w ciemności, w górach i mgle czułyśmy się z nim bezpiecznie.

Kiedy dotarliśmy do parafii, spotkaliśmy wolontariuszy, którzy nas powitali i serdecznie przyjęli. Otrzymaliśmy gorący posiłek i łożka do przenocowania. Martin, którego spotkaliśmy wcześniej, okazał się prawdziwym aniołem-posłańcem (na zdjęciach w żółtej koszulce). Gdybyśmy nie wiedzieli o tym miejscu, musielibyśmy spędzić noc nad rzeką w samochodzie. Boża opatrzność czuwała nad nami jeszcze raz…

Następnego dnia wcześnie rano wyruszyliśmy ponownie nad rzekę z nową nadzieją. Cięźarówka wciaż tkwiła w wodzie w tym samym miejscu, ale już można było obok niej przejechać. Miejscowi ludzie zawiesili się na naszym samochodzie, gdzie tylko się dało, aby zwiększyć jego masę, i przeprowadzili nas bezpiecznie na drugą stronę. Dalsza droga do Port-au-Prince minęła już bez przygód. Kiedy słońce zaczeło się przedostawać przez chmury, zobaczyliśmy trzy przepiękne tęcze – znak pełnego miłości przymierza Boga z człowiekiem. Don i Dan zdażyli na swój samolot!

20121111-222810.jpg

20121111-222834.jpg

20121111-222856.jpg

20121111-223056.jpg

20121111-223110.jpg

20121111-223410.jpg

20121111-223435.jpg

20121111-223455.jpg

20121111-223516.jpg

20121111-223533.jpg

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 11/11/2012 w Uncategorized

 

One response to “Część 3: „Nie lękaj się…” 1 Ks.Król. 17,13

  1. Halina

    12/11/2012 at 16:06

    Wyczytałam wszystko… Masz równiez talent literacki. Dalszej – koniecznej- opieki! sil i zdrowka.H.

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: