RSS

Archiwum dnia: 11/10/2012

„Podobnie, jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem.” 1Kor 12,12

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wczoraj, w święto błogosławionej Marii Angeli Truszkowskiej, Bóg przygotował nam piękną niespodziankę. Józef, brat Yvona, zabrał nas do Casele, małej wioski na Haiti. Wioska leży w regionie Grande Anse, niedaleko Port-au-Prince. Casele żyje z rolnictwa. Droga do wsi jest kamienista i piaszczysta. Czasami nie przypomina wcale drogi. Widoki jednak są piekne. Historia tego miejsca silnie związana jest z Polską i Polakami.

Zdziwiłam się, kiedy pierwszy raz usłyszałam o Polakach w Casele. W jaki sposób Polacy znaleźli się na Tej wyspie? Czy wiecie, jaki dystans dzieli Polskę i Haiti?!

Teraz już wiem, że historia Polaków w Casele związana jest z czasami powstania Haitańczyków na początku XIX w. W roku 1802 Napoleon wysłał polskie legiony na Hispaniolę – jak wtedy nazywano tę wyspę – by zwalczały bunt czarnych niewolników. Na wyspie wylądowało około 5200 Polaków. Polskim oficerom rozkazano stłumić powstanie. Ci jednak, ponieważ sami pochodzili z kraju, który zmagał się wtedy z zaborcami o wolność, szybko zorientowali się, że przyszło im walczyć w niesłusznej sprawie. Większość Polaków w tych walkach zginęła lub zmarła z powodu epidemii i wycieńczenia. Około czterystu jednak przyłączyło się do Haitańczyków, a po zakończeniu walk zostało na wyspie. Opuścili armię francuską, bo w sercu mieli szacunek dla haitańskego pragnienia wolności.

Większość z nich osiedliła się w okolicach Casele, La Vallee de Jacmel, Fond des Blancs, La Baleine, Port Salut i St. Jean du Sud. Po uzyskaniu przez Haiti niepodległości otrzymali haitańske obywatelstwo, tu założyli rodziny i nigdy nie wrócili do Polski, ktora jeszcze przez ponad sto lat miała pozostawać w niewoli. Na Haiti znaleźli wolność i miejsce do życia. Ich potomkowie do dziś noszą polsko brzmiące nazwiska, i choć ich skóra przez wiele kolejnych pokoleń na powrót ściemniała, mają niebieskie oczy, jasne włosy albo europejskie rysy twarzy.

Jako Polka bardzo chciałam odwiedzić to miejsce. I właśnie wczoraj to moje marzenie się ziściło. Bardzo mnie wzruszyło spotkanie z „haitańskimi Polakami”. Jacy oni są dumni ze swoich korzeni! Mimo upływu ponad dwustu lat, pielęgnują pamięć o przodkach, którzy kiedyś przybyli tu z jakiegoś dla nich nieznanego i niewyobrażalnie odległego świata. Bardzo się cieszyli, gdy prosiłam o wspólne zdjęcie. Najbardziej wzruszajacą dla mnie chwilą było odkrycie, że modlą się w kaplicy… Matki Bożej Częstochowskiej! Zaprowadziły nas tam dwie kobiety spotkane przy kościele, które nawet potrafiły poprawnie wymówić nazwę Częstochowa! Przy małej kapliczce spotkałyśmy jeszcze jedną „haitańską Polkę”, która w każda środę przychodzi tam, aby modlić się tam Słowem Bożym. Szkoda, że nie miałam nic z Polski, co mogłabym im podarować…

Wizyta w Casele była wielkim darem nie tylko dla mnie. Siostra Marilyn cieszyła się, że w święto
błogosławionej Matki Angeli mogła wejść głębiej w polskie korzenie naszego Zgromadzenia. Pan Bóg także zadbał, że w tym dniu mogłyśmy otrzymać Eucharystię w pięknej, nowej kaplicy w Casele.

Przepraszam za odwrocone zdjecia w slajdach. Od patrzenia w jedną stronę męczy się szyja, postanowiłam więc zadbać o Wasze zdrowie 😉 A tak serio: uczę się ciągle możliwości tego bloga. Zdjęcia, które złośliwie ‚nie chciały’ się odwrócić, portretują jedną z ‚haitańskich Polek’ – nie mogłam ich nie pokazać! Wiem, że mi wybaczycie 😘

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 11/10/2012 w Uncategorized